O 20.00 przyjechał mój tata swoim srebrnym BMW. Zapakowałyśmy walizki, pożegnałyśmy się ze wszystkimi, oprócz Adama, bo zamknął się w swoim pokoju i pojechałyśmy do Doroty. Kiedy dojechaliśmy, na powitanie wyszła nam Dorota w papilotach, a za nią Justyna w szlafroku. Wręczyliśmy mojej bohaterce pieniądze, odmówiliśmy zaproszeniu na herbatę, tłumacząc się, że czeka nas długa podróż i wyjechaliśmy. Byłam strasznie smutna, że nie weszliśmy do nich. Wtedy na pewno znowu spotkałabym Krzyśka. No, ale cóż spędzę z nim dwa tygodnie w Bułgarii.
Dojechaliśmy. Wybiła druga godzina. Po drodze jeszcze odwieźliśmy Karinę do domu. Kiedy tylko weszłam na górę, zdjęłam buty i od razu położyłam się spać. Nawet nie przebrałam się w piżamę.
Następnego dnia ogarnęłam się, że nie mam telefonu. Musiałam zostawić go w Gdańsku. Jedyną osobą, która mogła mi ją dowieść do Warszawy był Adam. Nie chciałam mieć z nim kontaktu, ale musiałam napisać. Wysłałam mu smsa od taty: “ Zostawiłam swój telefon na łóżku. Proszę cię, kiedy będziesz wracał weź go, a ja jak wrócę z Bułgarii, to go od ciebie odbiorę. Będę ci wdzięczna. Sara” Nie dostałam odpowiedzi na tę wiadomość.
Tydzień później. Stałyśmy z Kariną na dworcu. Czekałyśmy na autokar. Zobaczyłam biegnącego w naszą stronę chłopaka. Okazało się, że to był Adam. Szczęka mi opadła i to dosłownie. Kiedy do nas dobiegł, spytałam:
- Co ty tu robisz?
– Telefon – odparł zdyszany.
– Napisałam, żebyś mi przywiózł, jak będziesz wracać.
– Przyjechałem pociągiem dwa dni temu. Nie chciało mi się tam nudzić. Bez ciebie to nie to samo.
Czy ja dobrze usłyszałam?...
– Przemyślałem sobie parę spraw – ciągnął. – Byłem nie fair wobec ciebie. Ty nic nie zrobiłaś, a ja ci robiłem wyrzuty. Przepraszam cię.
Spojrzałam na jego załzawione oczy. To w nim kochałam, nie wstydził się okazywać emocji.
– Chcesz mnie o coś poprosić? – spytałam
– Tak. Żebyś została i dalej była moją dziewczyną.
- Cóż... Nie zostanę w Warszawie... – posmutniał – ...ale kiedy wrócę pójdziemy na randkę.
Uśmiechnął się i pocałował mnie. Chwilę później podjechał autokar. Adam zapakował nasze rzeczy do bagażnika i pomachał nam na pożegnanie.
Usiadłyśmy gdzieś a końcu. Udało nam się znaleźć dwa wolne miejsca obok siebie. Zapoznałyśmy się z zebraną tam grupą. Jak zwykle potem przespałam całą drogę do Gdańska, skąd mieliśmy zabrać trzy osoby. Z niecierpliwością wypatrywałam wśród nowych obozowiczów Krzyśka. Posmutniałam, gdyż w Gdańsku go nie było. Poszłam spać dalej. Jak się potem dowiedziałam autokar miał jeszcze trzy przystanki. Nie pamiętam gdzie. Dojechalismy do naszego trzygwiazdkowego hotelu i wysiedliśmy z autokaru. W Złotych Piaskach było niemiłosiernie gorąco. Zaspanymi oczami spojrzałam na Karinę rozmawiającą z jakimś chłopakiem. Podeszłam bliżej. Nie dowierzałam własnym oczom. To był on. Krzysiek. Nie patrząc na to, na jakim poziomie są nasze relcje rzuciłam się na niego.
– Co ty tu robisz? – zapytał zszokowany
– A tak się jakoś złożyło... – postanowiłam mu całą historię opowiedzieć, jak już oficjalnie będziemy przyjaciółmi
– No to bardzo się cieszę – uśmiechnął się.
– A gdzie Ty wsiadłeś? Kiedy mieliśmy postój w Gdańsku, to cię nie widziałam.
– Wsiadłem we Wrocławiu. Odwiedzałem babcię z tatą.
Skończył mówić i oboje skierowaliśmy się w stronę opiekuna, który rozdawał kluczyki do pokoi. Moimi współlokatorkami zostały Karina, Aneta (blondynka o brązowych oczach), Karolina (blada szatynka posiadająca zielone oczy) i Rozalia (dziewczyna przy kości o jasnobrązowych włosach i niebieskich oczach).
Wzięłyśmy klucz do pokoju i zaczęłyśmy iść w jego kierunku. Nasza siedziba była nieziemska. Pokój posiadał łazienkę, balkon i wielki telewizor. Rozpakowałyśmy się, a Karina wyszła na balkon.
– Co robisz- spojrzałam na nią i to co zobaczyłam zaszokowało mnie. – Od kiedy ty palisz?
– Odkąd w Gdańsku mnie nauczyli – przyznała.
– Nigdy nie wezmę tego śmierdzącego obrzydlistwa do ust! – obiecałam sobie
– Też tak mówiłam – zaśmiała się Karina.
Odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z naszego pokoju. Wpadłam na jakiegoś chłopaka.
– Och strasznie cię przepraszam! – zawstydziłam się
– I’m sorry. I... – zaczął coś dukać po angielsku
– English? – przerwałam mu
- German - uśmiechnęłam się. Akurat niemieckiego uczyłam się od pierwszej klasy podstawówki i umiałam nieźle nawijać.
- Najmocniej cie przepraszam – zaczęłam rozmawiać po niemiecku.
– Ooo... Znasz niemiecki! – ucieszył się – Nic się nie stało. Dobrze, że nie niosłem żadnego napoju.
– Hahaha, no też się cieszę.
Spojrzał się na mnie uwodzicielsko.
– Może oprowadzić cię po Złotych Piaskach. Jestem tutaj od tygodnia i wiem, gdzie znajdują się ciekawe knajpy – zaproponował.
– Nie wiem, czy mogę tak spacerować z nieznajomym... – zaśmiałam się
– Nieznajomym? Hmm, jestem Denis – przedstawił się wyciągając rękę w moją stronę.
– Sara – odparłam, powtarzając jego ruch.
– Piękne imię – uśmiechnął się, pokazując przy tym swoje białe ząbki. – No, to już się znamy. Czy teraz dasz się namówić na małą wycieczkę?
– Z przyjemnością. To może tak o 16?
– Dobrze, dobrze. To przyjdę po ciebie o 16. Numer 256 – spojrzał na drzwi mojego pokoju i zaczął iść w kierunku, w którym szedł, zanim na niego wpadłam.
Pomachałam mu i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się śmiać jak głupia.
– A tobie co? – spytała Rozalia
– Zdurniałam – przyznałam, dalej się śmiejąc.
Wstałam i zajrzałam do swojej szafy. Nie wiedziałam, w co się ubrać. Zapominając o tym, że jestem obrażona na Karinę zwróciłam się do niej z prośbą o pomoc.
– Ratuj – spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem.
Odłożyła szczotkę, którą przed chwilą czesała swoje blond włosy i poszła w kierunku mojej szafy.
– Jaka okazja? – zapytała szperając mi po półkach
– Spacer – uśmiechnęłam się.
– Z Krzyśkiem?
– Nie, z Denisem.
Automatycznie rzuciła na mnie swoje przeszywające spojrzenie.
– Jakim znowu Denisem? Czy ty zapomniałaś, że jesteś w związku z Adamem? – oburzyła się
– Odpowiadając na twoje drugie pytanie... Adamowi powiedziałam, że jak wrócę, to pójdziemy na randkę. Nie wspominałam o tym, że znów jesteśmy razem. Mogę się tutaj bawić, jak mi się podoba... – Karina popatrzyła na mnie z niedowierzaniem w to, co mówię - ...co nie oznacza, że będę romansować z pierwszym lepszym. Ale ten jest naprawdę uroczy. Jest wyższy ode mnie o jakieś 20 cm. Ma jasnobrązowe dłuższe włosy i piwne oczy. Widać, że trenuje jakiś sport, bo sylwetkę ma zabójczą.
– Denis to nie jest polskie imię. Jak ty się z nim dogadujesz? – spytała olewackim tonem
– On jest Niemcem, a przecież na egzaminie z niemieckiego miałam 97% (zamiast angielskiego zdawałam niemiecki).
Skończyłyśmy temat, gdy Karina wybrała mi zestaw. Ubrałam się i już chciałam wziąć się za poprawianie makijażu, kiedy Karina wyrwała mi maskarę z ręki.
– Na taką okazję ja cię umaluję – powiedziała, wyciągając rękę w kierunku swojej kosmetyczki.
Patrząc na to, jak ona chodzi umalowana, byłam pewna, że zrobi mi kreski w stylu pin up. Pomyliłam się. Lekko przyciemniła mi oczy, sprawiając, że moje brązowe tęczówki zrobiły się jeszcze wyraźniejsze. Oprócz make up’u, zrobiła mi także fryzurę. Wyprostowała moje kasztanowe włosy, przez co sięgały mi teraz prawie do pupy. Spojrzałam na zegarek (wybiła 15.30), a w tym samym czasie ktoś zapukał do drzwi. Byłam pewna, że to Denis przyszedł wcześniej, a to był Krzysiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz