niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 12

...i przerwał.
– Co się stało? – spytałam zdezorientowana
– Nie chcę cie wykorzystać – odparł.
– Nie wykorzystujesz mnie. Sama tego chcę – uśmiechnęłam się i znowu zamierzałam się do niego przyssać.
– Jesteś po alkoholu! Nie teraz! – odepchnął mnie
– Ale nie jestem pijana! Naprawdę tego chcę!
– Jeśli jutro, kiedy będziesz całkowicie trzeźwa, powiesz to samo, to zrobimy to.
– A pewnie jutro nie będziesz miał wolnego pokoju – odwróciłam wzrok.
– Mogę zrobić tak, że będę miał.
– Czuję się, jakbym się tobie narzucała – zaszkliły mi się oczy.
Denis zbliżył swoją twarz do mojej.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo chcę tego, co ty – wyszeptał, po czym mnie czule pocałował.
Położyliśmy się pod kołdrą. W jego łóżku było tak wygodnie. Najbardziej pasował mi zapach, który co chwila czułam. Wtuliłam się w jego tors i zasnęłam.
Następnego dnia wyskoczyłam z łóżka, jak oparzona. Poszłam do pokoju, ale drzwi były jeszcze zamknięte. Ogarnęłam się, że była dopiero siódma rano. Pomaszerowałam więc na plażę, która znajdowała się centralnie przed naszym hotelem. Usiadłam i napawałam się poranną bryzą. Obejrzałam się w okół siebie. Zobaczyłam dwójkę ludzi idących za rękę. Przypomniał mi się Adam. Zaczęłam wspominać wszystkie wspólnie spędzone chwile. Zatęskniłam. Po jakimś czasie stwierdziłam, że nie chce mi się siedzieć samej. Postanowiłam iść brzegiem morza. Szłam przed siebie zapatrzona w horyzont. Myślałam, co mam zrobić. Kocham Adama, ale na Denisie mi zaczęło zależeć. To było do mnie niepodobne. Zazwyczaj musi minąć sporo czasu, żebym się co najmniej zauroczyła...
Szłam jakąś godzinę. W swoich rozmyśleniach zabrnęłam tak daleko, że nie zauważyłam, że jestem już spory kawałek od hotelu. Zatem zaczęłam wracać. Jak doszłam, była 9.20. Udałam się na śniadanie. Usiadłam obok zaspanej Kariny.
– Gdzie ty byłaś całą noc? – zapytała moja przyjaciółka
– Spałam u Denisa – spokojnie odparłam.
– Jak to spałaś z Denisem?! – wykrzyczała
- Cicho! Nie spałam z Denisem. Spałam u Denisa.
– I do niczego nie doszło?
– Skądże! Przecież kocham Adama
– Niedawno mówiłaś co innego.
– Pieprzyłam głupoty.
Po niedokończonym śniadaniu udałam się z Kariną i dziewczynami do pokoju. Umyłam się, ubrałam i chciałam wyjść na jakąż kawę z Kariną.
– Poczekaj. Tylko wezmę portfel – powiedziała dziewczyna.
Zajrzała do portmonetki i się bardzo zdziwiła. Wyszłyśmy z naszego hotelu, a Karina zaczęła mówić.
– Dziwne. Jeszcze wczoraj miałam 200 euro, a dziś mam 150.
– Myślisz, że ktoś ci ukradł te 50 euro? – zlękłam się
– Ja nie myślę. Ja to wiem. Co jak co, ale w kwestii pieniędzy jestem wyczulona. Mam nawet zapisane, ile wydałam w danym dniu.
Wyjęła z portfela karteczkę. Faktycznie, nie było tam napisane, że wczoraj Karina wydała te pieniądze.
– Co masz zamiar z tym zrobić? – spytałam
– A co mam zrobić? Nie złapałam złodzieja na gorącym uczynku, więc nie mogę nikogo oskarżyć. Będę teraz po prostu ostrożniejsza.
Doszłyśmy do jakiejś kawiarni. Wypiłyśmy cappuccino i wróciłyśmy do pokoju. Przeszperałam wszystkie swoje rzeczy, czy czegoś nie brakuje. Miałam szczęście. Nic mi nie skradziono. Założyłyśmy kostiumy i udałyśmy się na plażę.
Smażyłyśmy się do piętnastej. Następnie zjadłyśmy szybko obiad. Usiadłyśmy tak, żeby w razie czego Denis mnie nie widział. Nie chciałam się dziś na niego natknąć. Pragnęłam go nie spotkać do końca wyjazdu. Zaburzał spokój w moim związku z Adamem.

***Cztery dni później***

Przez cztery dni udało mi się nie spotkać Denisa, ale w końcu minęłam się z nim przy recepcji. Z miną zbitego psiaka popatrzyłam się na niego. Był smutny.
– Przepraszam – zaczęłam.
– Za co? – spojrzał spode łba przed siebie
– To wszystko nie było dlatego, że byłam pod wpływem alkoholu, czy coś...
– To, że przestałaś się do mnie odzywać po tamtym wieczorze utwierdziło mnie w moich przypuszczeniach.
– Denis... Nie o to chodzi. Nawet nie wiesz, jak bardzo tego chcę! Ale nie mogę.
– Nie będę naciskał – zaczął iść przed siebie.
– Przepraszam! Denis, błagam cię! – zebrało mi się na płacz
Sama nie wiedziałam, czego właściwie chcę. Dobiegłam do niego i wtuliłam się w jego tors. Znowu zapragnęłam jego ciepła. Spojrzałam w jego błyszczące oczy i pocałowałam go. Miałam motylki w brzuchu. Denis ze smutną miną zwrócił się do mnie.
– Jutro wyjeżdżam.
Wybuchnęłam płaczem. Chłopak mocniej mnie przytulił i zaczął głaskać po głowie.
– Nie możesz mnie zostawić! – krzyczałam z przerwami na wdechy
Wziął mnie za rękę i poszliśmy do jego pokoju. Tam wszystko było już zapakowane. Walizki stały przy łóżkach.
– Po co mnie tu przyprowadziłeś? – zapytałam nadal płacząc
– Nie chciałem, żebyś robiła sceny w holu – odparł.
– Twoja siostra dziś znowu nocuje u swojego chłopaka?
- Tak. A rano on nas odwozi na lotnisko.
Rzuciłam się na Denisa. Energia, którą ładowałam w płacz przerzuciła się teraz na namiętność. Zaczęłam całować go jak opętana. Nim się obejrzałam, oboje byliśmy już tylko w bieliźnie.
– Przecież nie możesz... – przerwał całowanie
- Nie mogę, ale chcę! – i znowu zaczęłam go całować
Zrobiliśmy to. Straciłam z nim dziewictwo. Czułam się bardzo dobrze. Byłam szczęśliwa, że to Denis był pierwszy. On był mi pisany.
Następnego dnia w dresie i nieuczesana zaczęłam się z nim żegnać przed hotelem. Obiecaliśmy sobie, że będziemy utrzymywać kontakt. Za jakiś czas on do mnie przyjedzie. Kiedy już chciałam wrócić do hotelu, Denis zatrzymał mnie i wręczył mi malutkie pudełeczko. Powiedział, żebym otworzyła dopiero w pokoju. Po tym wsiadł w samochód i pojechał.
Usiadłam przed hotelem i zaczęłam płakać. Już za nim tęskniłam. Po chwili usiadła obok mnie osoba, której najbardziej teraz potrzebowałam... Krzysiek. Przytulił mnie i obiecał, że będzie dobrze.

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 11

Pomaszerowaliśmy do różnych sklepów. Wygłupialiśmy się. Czułam się, jakbym znała go wieki. Bawiłam się z nim wspaniale. Okazało się, że wcale nie jest taki nieśmiały, jak myślałam na początku. Po prostu trzeba go lepiej poznać. Minęło sporo czasu. Stwierdziliśmy, że musimy wracać na obiad. Na obiedzie miałam się spotkać z Denisem. Zaczęłam się żalić Krzyśkowi, że źle wyglądam. Zszokował mnie, kiedy przytulił mnie jak brat siostrę i powiedział: “Nawet, gdy jesteś brzydka, jesteś ładna.” Nie wiem, czy miałam to traktować, jak komplement, czy obelgę. Postanowiłam jednak mu podziękować. Gdy doszliśmy do hotelu, od razu skierowaliśmy się do restauracji. Od progu widziałam siedzącego przy stoliku dwuosobowym Denisa. Coś mnie cofało, ale przypomniałam sobie zdanie, które powiedział mi Krzysiek. Ruszyłam więc w kierunku Niemca. Chłopak, widząc mnie uśmiechnął się. Dosiadłam się, a Denis powitał mnie soczystym buziakiem. Kelner podał nam danie dnia. Jedliśmy, rozmawiając przy tym. Wymieniliśmy się w końcu numerami telefonów. Po obiedzie poszłam do pokoju. Miałam chęć rzucić się na łóżko, kiedy nagle zawołała mnie Karina.
– O co chodzi? – spytałam
– No przyznaj się, że palisz! – rozkazała
– Nie palę.
– Palisz! Miałam w paczce trzy papierosy. Są dwa. Co się stało z jednym? Wyparował?
– Jezuuu, oddam ci tego jednego fajka, jak tak bardzo ci zależy.
– Nie chodzi mi o fajka. Co moje to i twoje. Pamiętaj! Mnie tylko interesuje, fakt, iż zaczęłaś palić i nie chcesz mi się przyznać do tego.
– Nie zaczęłam – wstydziłam się powiedzieć prawdę Karinie.
– To co, dałaś go komuś?
– Nnie... – zacięłam się, zdradzając się przy tym, że coś kręcę.
– Nie możesz mi powiedzieć? – zasmuciła się
Kiedy zobaczyłam jej smutną minę wyjaśniłam jej, co tak właściwie zrobiłam. Spojrzała się tylko na mnie i nic nie powiedziała. Znała mnie dobrze i wiedziała, że mam swoje dziwactwa. Po chwili zaczęła się mnie wypytywać, gdzie się podziewałam pół dnia. Opowiedziałam jej, jak to chodziłam po mieście z Krzyśkiem.
– Czy to kolejny chłopak, który...
– Nie! – przerwałam jej – Mówiłam ci, że chcę się z nim tylko przyjaźnić.
– Nic więcej? – ciągnęła
– Nic.
Nasze rozterki przerwał sms od Denisa: “Za 15 minut przy recepcji?” Już chciałam odpisać “Tak.”, kiedy Karina zwróciła się do mnie z prośbą, żebyśmy spędziły trochę czasu we dwie. Zgodziłam się. Odpisałam Niemcowi: “Wybacz, ale jestem już umówiona z przyjaciółką. :) Może później.” W odpowiedzi dostałam tylko smutną buźkę.
Zapytałam Kariny, co zaplanowała.
– Nic – uśmiechnęła się.
Zasugerowałam, żebyśmy powygłupiały się w sieci. Zgodziła się. Wyjęłam swojego białego laptopa z walizki. Na szczęście w hotelu było wifi. Zaczęłyśmy surfować po internecie. Zajrzałyśmy na fejsa, potem na instagrama, następnie zaczęłyśmy swoje “odpały” na chatroulette. Po chwili znudziło nam się. Założyłyśmy sobie aski. Nie minęła godzina, a ja już miałam multum pytań dotyczących Adama. Poczułam się trochę wobec niego nie fair. Stwierdziłam, że muszę na kilka dni przestać się spotykać z Denisem. Zaproponowałam Karinie, żebyśmy wieczorem poszły do jakiegoś klubu. Nie protestowała. Zaprosiłyśmy jeszcze nasze współlokatorki. Wyszykowałyśmy się i wyszłyśmy. Aneta i Karolina zabrały ze sobą jakiś dwóch chłopaków, a Karina proponowała mi, żebym wzięła Krzyśka. Ucieszyłam się. Myślałam, że tego wieczoru będzie chciała mieć mnie dla siebie. Pobiegłam do Krzyśka i kazałam mu się ubierać. Zdziwił się, ale bez wahania wyszedł. Wszyscy razem pognaliśmy do najgłośniejszego klubu w Złotych Piaskach. Zaczęliśmy się bawić, szaleć i... pić. Tym razem poprosiłam Krzyśka, żeby mnie pilnował.
Jakiś czas po naszym przyjściu zobaczyłam siedzącą w rogu Rozalię. Była cała rozmazana.
– Co się stało? – spytałam z troską
– Aneta i Karolina wyrwą zawsze każdego, a ja nigdy. Kiedy podejdę do jakiegoś chłopaka, on patrzy na mnie z obrzydzeniem i odchodzi – krztusiła się łzami, wypowiadając się.
Nie wiedziałam, jak mam ją pocieszyć. Przytuliłam się do niej i wyjaśniłam, że przyjdzie i na nią czas. Przesiedziałam tak z nią ze 20 minut. Potem wziął mnie do tańca Krzysiek, a ja zostawiłam Rozalię pod opieką Anety. Zaczęliśmy skakać, jak szaleni. Potknęłam się i wpadłam w jego ramiona. Poczułam się magicznie. Nie, nie zakochałam się, ani nic z tych rzeczy, po prostu uświadomiłam sobie, że przy nim jestem bezpieczna. Nie da mi upaść.
Jakoś o północy wróciliśmy do hotelu. Ponieważ byłam lekko wstawiona zapragnęłam obecności Denisa. Napisałam do niego wiadomość: “Spotkamy się jutro?”. Momentalnie odpisał: “A nie możemy teraz?”. Miałam ochotę skakać z radości. Wysłałam mu wiadomość, żebyśmy spotkali się za 10 minut przy recepcji.
Spojrzałam w jego piwne oczy i poczułam motylki w brzuchu. Już mieliśmy wychodzić z hotelu, kiedy zaczęło padać.
– Chodźmy, z cukru chyba nie jesteś... – zaśmiał się
– Proszę nie. Znając mojego farta, zaraz się rozchoruję – odparłam, robiąc skwaszoną minę.
Zawsze lubiłam chodzić po deszczu, ale akurat tamtego wieczoru chciałam pójść do jego pokoju.
– Hmmm... To jeśli się zgadzasz, możemy iść do mnie – zaproponował, a ja już w duchu skakałam z radości.
– A twoja siostra jest? (Nie wspominałam, ale do Bułgarii przyjechał z siostrą, gdyż ta odwiedzała swojego chłopaka.)
– Nie ma. Dziś nocuje u Jay’a.
– No to chodźmy – uśmiechnęłam się.
Kiedy doszliśmy od progu wyczułam wspaniałe męskie perfumy. Usiadłam na jego łóżku. Denis zaczął się krzątać po pokoju, sprzątając.
– No zostaw już to – rozkazałam.
– Niezręcznie się czuję przyjmując gości, kiedy w pokoju jest taki syf.
Wstałam i przytuliłam go. Momentalnie się odwrócił. Oboje usiedliśmy na łóżku. Położyłam swoje nogi, na jego. Zaczęłam muskać jego usta moimi. Po chwili oboje już leżeliśmy. Czułam, że za chwilę coś się wydarzy. Denis delikatnie całował moją szyję, później dekolt...

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 10

- Co ci strzeliło? – obudziła mnie Karina ściągając ze mnie kołdrę
– Ale o co ci chodzi? – wymamrotałam, wciskając twarz w poduszkę
– O Denisa mi chodzi. O Adama mi chodzi! Wiesz, że jak on się o tym dowie, to się załamie. Rozumiesz, jakie mu świństwo zrobiłaś?!
– Wiedzieć, to się nie dowie. A ja jakie świństwo mu zrobiłam? Przecież nie jesteśmy razem.
– Ty to wiesz i ja to wiem, ale on chyba nie jest tego świadomy...
– Jego problem.
Nie wiem, co się ze mną stało. W tej chwili miałam w nosie, co czuje Adam i myślałam tylko o tym, jak wspaniale bawiłam się z Denisem.
– Oddaj mi tę kołdrę, do cholery! – wyciągnęłam się w kierunku Kariny,  a kiedy odzyskałam swoją rzecz dodałam – Po co ty mnie właściwie budzisz?
– Śniadanie! – krzyknęła
– Boże, ciszej... Idź sama. Nie jestem głodna.
Jak ją poprosiłam, tak też zrobiła. Olała mnie i sobie poszła. A ja kontynuowałam swoją drzemkę.
Po jakimś czasie obudziło mnie nawoływanie opiekuna. “Kto idzie z grupą na plażę, za 10 minut przy recepcji!” Olałam tę informację. Wstałam i umyłam zęby. Zajrzałam do szafy, wzięłam sobie ubranie i pościeliłam łóżko. Byłam przekonana, że Karina poszła na plażę. Wybrałam się do pokoju Krzyśka z nadzieją, że go tam zastanę. Jednak posmutniałam, bo mojego kolegi nie było. Wróciłam zatem do pokoju i usiadłam na balkonie. Chwilę pomyślałam, kiedy przylukałam ramę papierosów. LD PINK. Kiedyś mnie uczyli, jak się pali, ale śmiałam im się w twarz. Wzięłam zapalniczkę i odpaliłam szluga. Patrzyłam się na niego, jak się żarzy. Nie miałam odruchu, żeby go wziąć do ust. Spalił się cały papieros. Trwało to ze 25 minut, ale po chwili miałam ochotę zapalić drugiego. Zauważyłam, że ten widok mnie uspokaja. Trochę mi się nudziło, a do obiadu miałam jeszcze 3 godziny, więc zostawiłam klucze do pokoju w recepcji i wyszłam na miasto. Udałam się do fontanny, którą minionego wieczoru mijaliśmy z Denisem. Usiadłam i zaczęłam oglądać ludzi krzątających się po deptaku. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk przychodzącego smsa. “Czemu nie na plaży? :)” od nieznanego numeru. Odpisałam: “A tak jakoś. A kto pyta?”. Poczekałam chwilę i dostałam wiadomość: “K”. Wydawało mi się, że Karina pisze do mnie z czyjegoś telefonu, bo kasy na koncie nie ma. Napisałam więc: “Chodź do fontanny. Czekam :)”.
Posiedziałam tak z 15 minut i poczułam dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się, a to był Krzysiek.
– K?... Skąd masz mój numer – zdziwiłam się.
– Od Kariny. Wczoraj, jak byłaś zajęta Denisem poprosiłem ją, by mi dała twój numer – odparł, siadając obok mnie.
– No tak, to było nie fair, że ja mam twój numer, a ty mojego nie.
– Wiem, że nie miałaś mojego numeru – przyznał.
– Niby skąd?
– W dodatku, wiem, jakim trafem pojechałyście do Bułgarii.
– Ale z tej Kariny klepa – oburzyłam się.
– O czym mieliśmy rozmawiać, jak nie o tobie? Nie mam z nią wspólnych tematów.
– A ze mną masz?
– Nie wiem tego, musiałbym cię lepiej poznać.
– To poznajmy się – uśmiechęłam się.

____________________________________________________________
Sorki, że taki krótki. Nie miałam zbytnio czasu na pisanie. :/

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 9

- Ooo... Wiedziałaś, że po ciebie przyjdę – zaśmiał się.
– Wiesz... – nie wiedziałam, co powiedzieć
– Spokojnie. Nie chcę być wścibski, ale gdzie się tak wystroiłaś?
– Nie jesteś wścibski. Wybieram się... – i nagle wpadłam na genialny pomysł - ...na spacer. Może byście razem z Kariną poszli ze mną... i Denisem – dodałam ściszając głos.
Karina wychyliła się zza łóżka.
– W co ty mnie próbujesz wrobić? – zdziwiła się
– Oj no chodźcie! – błagałam. Chciałam spędzić czas z tym ciachem sam na sam, ale coś mi kazało wziąć ze sobą Krzyśka.
Karina, kiedy zobaczyła moje zaangażowanie w tym temacie odparła:
- Ja tam mogę iść, ale nie wiem, jak Krzysiek...
– No nie będę taki i się zgodzę – uśmiechnął się.
– Szkoda tylko, że teraz mi to mówisz. Idę się ogarniać – ...i powędrowała do łazienki.
– Chcesz zaczekać u nas? – zwróciłam się do chłopaka
– Nie będę wam teraz przeszkadzać. Zawołajcie mnie, jak będziecie gotowe. Mieszkam pod 268.
– Ok. Do zobaczenia – zamknęłam drzwi za odchodzącym Krzyśkiem.
O 16.10 usłyszałam pukanie.
– Spóźniłeś się – żartobliwie stwierdziłam.
– Przepraszam, przepraszam. To co, idziemy? – uśmiechnął się Denis
– Mmm, poczekaj. Wybacz, że dopiero teraz cię pytam, ale mogą iść z nami dwójka moich przyjaciół?
– Podwójna randka? – oboje zaczęliśmy się śmiać
– Jestem gotowa! – krzyknęła Karina i podeszła do nas
– Denis, Karina. Karina, Denis. – przedstawiłam ich sobie, odpowiednio przy tym gestykulując, po czym zwróciłam się do Niemca – Nie martw się. Karina nie zna niemieckiego.
– Idę po Krzyśka – powiedziała dziewczyna.
Zamknęłam za sobą drzwi. Stanęłam z Denisem na korytarzu i zaczęłam się wypytywać, dokąd idziemy. Odpowiedział mi, że pokaże nam najfajniejsze bary i kluby. Kiedy już doszli do nas Karina z Krzyśkiem i przedstawiłam sobie chłopaków, zaczęliśmy wycieczkę. W drodze po mieście musiałam tłumaczyć moim znajomym wszystko, co Denis nam opowiadał. Miałam już tego po dziurki w nosie. Chciałam porozmawiać z nim sama. Skierowaliśmy się w stronę jakiegoś baru. Denis zamówił dla nas drinki, które miały swoje nazwy, lecz ich nie zapamiętałam.
– Nie lubię alkoholu – zwróciłam się do Niemca.
– Uwierz mi. To maleństwo polubisz – odparł.
Zaufałam mu i wszyscy na raz wypiliśmy kolejkę. Muszę przyznać, że faktycznie zasmakowały mi te drinki.  Były strasznie słodkie. Powtórzyliśmy czynność jeszcze trzy razy i czułam się inaczej. Uznałam, że teraz mogę zrobić wszystko.
Kiedy wyszliśmy z baru, powędrowaliśmy na plażę. Na niebie widniał już księżyc. Zobaczyłam, że Karina z Krzyśkiem normalnie się dogadują, więc ja zajęłam się Denisem.
– Właściwie, to ile ty masz lat? – spytałam koślawiąc przy tym mój niemiecki
– 19, a co?
- Tak po prostu byłam ciekawa, bo sam bez skrępowania kupujesz alkohol – odparłam.
– Ty też byś mogła. Tutaj nie patrzą na wiek, tylko na okazję do zarobku.
Usiedliśmy na plaży całą czwórką. Po chwili pociągnęłam Niemca za koszulkę i odeszliśmy gdzieś dalej. Położyłam się na piasku. Denis najpierw próbował mnie podnieść, ale szturchnęłam go, żeby poleżał ze mną. Patrzyliśmy na rozgwieżdżone niebo i rozmawialiśmy o tym, że niektóre te gwiazdy przestały istnieć już dawno temu, a my nadal widzimy ich blask. Podniosłam się i usiadłam po turecku. Denis powtórzył tę czynność. Złapał mnie za rękę. Nie patrząc na to, że w Warszawie czeka na mnie zakochany Adam wtuliłam się w ciepły tors chłopaka. Spojrzałam się w jego błyszczące oczy. Nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać, aż w końcu dotknęliśmy się ustami. Był to zwykły pocałunek. Nie próbował wkładać mi języka do buzi. Czułam tę jego delikatność. Zastygliśmy w bezruchu na parę sekund. Dopiero wołanie Kariny oderwało nas od siebie.
– Chyba musimy już do nich wracać – stwierdziłam.
Denis nic nie powiedział. Wstał i wziął mnie za rękę. Zaczęliśmy iść w stronę moich przyjaciół. Karina, spoglądając na nas uśmiechnęła się. W Krzyśku widziałam zaniepokojenie, nie wiem dlaczego.
– Pierwsza – powiedział Krzysiek spoglądając na wyświetlacz telefonu. – Nie wstaniemy na śniadanie.
– To nie wstaniemy. Nie muszę jeść – gadałam jak pokręcona, wtulając się w ramię Denisa.
– Pani już dziękujemy – oznajmiła Karina.
Pociągnęła mnie za rękę, zostawiając chłopaków w tyle.
– Co ci jest? Wypiłaś przecież tyle, co my... – zamartwiała się
– Ale ja do tego jestem naćpana! – zaśmiałam się
Karina wytrzeszczyła oczy.
- ...naćpana szczęściem! Zakochałam się! – szybko dodałam
– Pleciesz głupoty.
Doszli do nas chłopcy i razem wróciliśmy do hotelu. Krzysiek poszedł do swojego pokoju, my we trójkę stanęliśmy przed naszymi drzwiami.
– Papa – żegnałam się z Denisem nie odrywając się od jego klatki piersiowej.
Spojrzał na mnie i zbliżył swoją twarz do mojej. Nasze usta się dotknęły, ale tym razem zamieniłam niewinny pocałunek w bardziej namiętny. Oderwała nas od siebie Karina, zabierając mnie do pokoju.
– To kiedy się widzimy? – krzyknęłam do Niemca
– Spotkajmy się na obiedzie! – odpowiedział
Karina zamknęła za nami drzwi. Dziewczyny jeszcze nie spały. Poszłam do łazienki, umyłam się szybko, ubrałam piżamę i poszłam do łóżka. Przykryłam się kołdrą i od razu zasnęłam.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 8


O 20.00 przyjechał mój tata swoim srebrnym BMW. Zapakowałyśmy walizki, pożegnałyśmy się ze wszystkimi, oprócz Adama, bo zamknął się w swoim pokoju i pojechałyśmy do Doroty. Kiedy dojechaliśmy, na powitanie wyszła nam Dorota w papilotach, a za nią Justyna w szlafroku. Wręczyliśmy mojej bohaterce pieniądze, odmówiliśmy zaproszeniu na herbatę, tłumacząc się, że czeka nas długa podróż i wyjechaliśmy. Byłam strasznie smutna, że nie weszliśmy do nich. Wtedy na pewno znowu spotkałabym Krzyśka. No, ale cóż spędzę z nim dwa tygodnie w Bułgarii.
Dojechaliśmy. Wybiła druga godzina. Po drodze jeszcze odwieźliśmy Karinę do domu. Kiedy tylko weszłam na górę, zdjęłam buty i od razu położyłam się spać. Nawet nie przebrałam się w piżamę.
Następnego dnia ogarnęłam się, że nie mam telefonu. Musiałam zostawić go w Gdańsku. Jedyną osobą, która mogła mi ją dowieść do Warszawy był Adam. Nie chciałam mieć z nim kontaktu, ale musiałam napisać. Wysłałam mu smsa od taty: “ Zostawiłam swój telefon na łóżku. Proszę cię, kiedy będziesz wracał weź go, a ja jak wrócę z Bułgarii, to go od ciebie odbiorę. Będę ci wdzięczna. Sara” Nie dostałam odpowiedzi na tę wiadomość.
Tydzień później. Stałyśmy z Kariną na dworcu. Czekałyśmy na autokar. Zobaczyłam biegnącego w naszą stronę chłopaka. Okazało się, że to był Adam. Szczęka mi opadła i to dosłownie. Kiedy do nas dobiegł, spytałam:
- Co ty tu robisz?
– Telefon – odparł zdyszany.
– Napisałam, żebyś mi przywiózł, jak będziesz wracać.
– Przyjechałem pociągiem dwa dni temu. Nie chciało mi się tam nudzić. Bez ciebie to nie to samo.
Czy ja dobrze usłyszałam?...
– Przemyślałem sobie parę spraw – ciągnął. – Byłem nie fair wobec ciebie. Ty nic nie zrobiłaś, a ja ci robiłem wyrzuty. Przepraszam cię.
Spojrzałam na jego załzawione oczy. To w nim kochałam, nie wstydził się okazywać emocji.
– Chcesz mnie o coś poprosić? – spytałam
– Tak. Żebyś została i dalej była moją dziewczyną.
-  Cóż... Nie zostanę w Warszawie... – posmutniał – ...ale kiedy wrócę pójdziemy na randkę.
Uśmiechnął się i pocałował mnie. Chwilę później podjechał autokar. Adam zapakował nasze rzeczy do bagażnika i pomachał nam na pożegnanie.
Usiadłyśmy gdzieś a końcu. Udało nam się znaleźć dwa wolne miejsca obok siebie. Zapoznałyśmy się z zebraną tam grupą. Jak zwykle potem przespałam całą drogę do Gdańska, skąd mieliśmy zabrać trzy osoby. Z niecierpliwością wypatrywałam wśród nowych obozowiczów Krzyśka. Posmutniałam, gdyż w Gdańsku go nie było. Poszłam spać dalej. Jak się potem dowiedziałam autokar miał jeszcze trzy przystanki. Nie pamiętam gdzie. Dojechalismy do naszego trzygwiazdkowego hotelu i wysiedliśmy z autokaru. W Złotych Piaskach było niemiłosiernie gorąco. Zaspanymi oczami spojrzałam na Karinę rozmawiającą z jakimś chłopakiem. Podeszłam bliżej. Nie dowierzałam własnym oczom. To był on. Krzysiek. Nie patrząc na to, na jakim poziomie są nasze relcje rzuciłam się na niego.
– Co ty tu robisz? – zapytał zszokowany
– A tak się jakoś złożyło... – postanowiłam mu całą historię opowiedzieć, jak już oficjalnie będziemy przyjaciółmi
– No to bardzo się cieszę – uśmiechnął się.
– A gdzie Ty wsiadłeś? Kiedy mieliśmy postój w Gdańsku, to cię nie widziałam.
– Wsiadłem we Wrocławiu. Odwiedzałem babcię z tatą.
Skończył mówić i oboje skierowaliśmy się w stronę opiekuna, który rozdawał kluczyki do pokoi. Moimi współlokatorkami zostały Karina, Aneta (blondynka o brązowych oczach), Karolina (blada szatynka posiadająca zielone oczy) i Rozalia (dziewczyna przy kości o jasnobrązowych włosach i niebieskich oczach).
Wzięłyśmy klucz do pokoju i zaczęłyśmy iść w jego kierunku. Nasza siedziba była nieziemska. Pokój posiadał łazienkę, balkon i wielki telewizor. Rozpakowałyśmy się, a Karina wyszła na balkon.
– Co robisz- spojrzałam na nią i to co zobaczyłam zaszokowało mnie. – Od kiedy ty palisz?
– Odkąd w Gdańsku mnie nauczyli – przyznała.
– Nigdy nie wezmę tego śmierdzącego obrzydlistwa do ust! – obiecałam sobie
– Też tak mówiłam – zaśmiała się Karina.
Odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z naszego pokoju. Wpadłam na jakiegoś chłopaka.
– Och strasznie cię przepraszam! – zawstydziłam się
– I’m sorry. I... – zaczął coś dukać po angielsku
– English? – przerwałam mu
-  German  - uśmiechnęłam się. Akurat niemieckiego uczyłam się od pierwszej klasy podstawówki i umiałam nieźle nawijać.
-  Najmocniej cie przepraszam – zaczęłam rozmawiać po niemiecku.
– Ooo... Znasz niemiecki! –  ucieszył się – Nic się nie stało. Dobrze, że nie niosłem żadnego napoju.
– Hahaha, no też się cieszę.
Spojrzał się na mnie uwodzicielsko.
– Może oprowadzić cię po Złotych Piaskach. Jestem tutaj od tygodnia i wiem, gdzie znajdują się ciekawe knajpy – zaproponował.
– Nie wiem, czy mogę tak spacerować z nieznajomym... – zaśmiałam się
– Nieznajomym? Hmm, jestem Denis – przedstawił się wyciągając rękę w moją stronę.
– Sara – odparłam, powtarzając jego ruch.
– Piękne imię – uśmiechnął się, pokazując przy tym swoje białe ząbki. – No, to już się znamy. Czy teraz dasz się namówić na małą wycieczkę?
– Z przyjemnością. To może tak o 16?
– Dobrze, dobrze. To przyjdę po ciebie o 16. Numer 256 – spojrzał na drzwi mojego pokoju i zaczął iść w kierunku, w którym szedł, zanim na niego wpadłam.
Pomachałam mu i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się śmiać jak głupia.
– A tobie co? – spytała Rozalia
– Zdurniałam – przyznałam, dalej się śmiejąc.
Wstałam i zajrzałam do swojej szafy. Nie wiedziałam, w co się ubrać. Zapominając o tym, że jestem obrażona na Karinę zwróciłam się do niej z prośbą o pomoc.
– Ratuj – spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem.
Odłożyła szczotkę, którą przed chwilą czesała swoje blond włosy i poszła w kierunku mojej szafy.
– Jaka okazja? – zapytała szperając mi po półkach
– Spacer – uśmiechnęłam się.
– Z Krzyśkiem?
– Nie, z Denisem.
Automatycznie rzuciła na mnie swoje przeszywające spojrzenie.
– Jakim znowu Denisem? Czy ty zapomniałaś, że jesteś w związku z Adamem? – oburzyła się
– Odpowiadając na twoje drugie pytanie... Adamowi powiedziałam, że jak wrócę, to pójdziemy na randkę. Nie wspominałam o tym, że znów jesteśmy razem. Mogę się tutaj bawić, jak mi się podoba... – Karina popatrzyła na mnie z niedowierzaniem w to, co mówię - ...co nie oznacza, że będę romansować z pierwszym lepszym. Ale ten jest naprawdę uroczy.  Jest wyższy ode mnie o jakieś 20 cm. Ma jasnobrązowe dłuższe włosy i piwne oczy. Widać, że trenuje jakiś sport, bo sylwetkę ma zabójczą.
– Denis to nie jest polskie imię. Jak ty się z nim dogadujesz? – spytała olewackim tonem
– On jest Niemcem, a przecież na egzaminie z niemieckiego miałam 97% (zamiast angielskiego zdawałam niemiecki).
Skończyłyśmy temat, gdy Karina wybrała mi zestaw. Ubrałam się i już chciałam wziąć się za poprawianie makijażu, kiedy Karina wyrwała mi maskarę z ręki.
– Na taką okazję ja cię umaluję – powiedziała, wyciągając rękę w kierunku swojej kosmetyczki.
Patrząc na to, jak ona chodzi umalowana, byłam pewna, że zrobi mi kreski w stylu pin up. Pomyliłam się. Lekko przyciemniła mi oczy, sprawiając, że moje brązowe tęczówki zrobiły się jeszcze wyraźniejsze. Oprócz make up’u, zrobiła mi także fryzurę. Wyprostowała moje kasztanowe włosy, przez co sięgały mi teraz prawie do pupy. Spojrzałam na zegarek (wybiła 15.30),  a w tym samym czasie ktoś zapukał do drzwi. Byłam pewna, że to Denis przyszedł wcześniej, a to był Krzysiek.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 7

Następnego dnia usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. To był tata.
– Hallo? – odebrałam
– Kochanie, są dwa wolne miejsca, ale za jedno jest wpłacona zaliczka, więc trzeba tylko dopłacić resztę – powiedział.
– To weź mi je zarezerwuj.
– No dobrze, skarbie.
– Dziękuję. Kocham cię. A i tatoo... – ciągnęłam – Mam do ciebie jeszcze jedną wielką prośbę...
– Jak wielka to nie wiem, czy dam radę ją spełnić – zażartował.
– Mmm... Mógłbyś przyjechać po mnie i po Karinę dziś, albo jutro?
– To się da załatwić, kochanie. Pakujcie się, będę wieczorem.
– Dobrze, dziękuję. Do zobaczenia. A i weź pieniądze! – rozłączyłam się
Mam wspaniałego ojca. Chyba wszystko dla mnie by zrobił. Gorzej z mamą. Nie umiem się z nią dogadać.
Obudziłam Karinę i powiedziałam, że wyjazd mamy załatwiony. Wcześniej moja przyjaciółka zadzwoniła do swojej macochy z pytaniem, czy może pojechać do Bułgarii. Ta bez wahania się zgodziła.
Ubrałam się, uczesałam i umalowałam. Kiedy już Karina zrobiła to samo wyszłyśmy i zadzwoniłyśmy po taksówkę. Dom Doroty nie był daleko. Za przejazd zapłaciłyśmy tylko 10 zł. Zapukałam. Otworzyła mi Justyna. Powiedziałam jej swój plan. Obiecałam, że dziś wieczorem mój tata przyjdzie i odda im zaliczkę. Była szczęśliwa. Przytuliła mnie i się pożegnałyśmy.
Kiedy wróciłyśmy zastałyśmy w kuchni wkurzonego Adama.
– Co ci jest? – zapytałam
– Możemy porozmawiać w cztery oczy? – poprosił
– To chodźmy się gdzieś przejść – zaproponowałam.
Wstał z krzesła i wyszliśmy z ośrodka. Zaczęliśmy iść w stronę plaży. W całkowitej ciszy. Zasugerowałam, żebyśmy poszli na mostek, gdzie zawsze chodzę. Zgodził się. Gdy dotarliśmy na miejsce, usiedliśmy blisko siebie.
– O co chodzi? – przerwałam ciszę
– Od wczoraj się do mnie nie odzywasz, jesteś oschła, ignorujesz mnie – wyrzucił z siebie krąg pretensji.
– Wydaje ci się – zaprzeczyłam.
– Wydaje mi się? Nie było cię wczoraj cały dzień, a kiedy wspólnie wyszliśmy traktowałaś mnie chłodno, potem gdzieś pobiegłaś i nie było cię całą noc, a teraz znowu jesteś oschła. Poznałaś jakiegoś fagasa?
– A więc tak... Wczoraj wyszłam z Kariną, Marysią i Jankiem, dlatego mnie nie było. Wieczorem wcale nie byłam zimna, to ty byłeś za gorący. A w nocy mnie nie było, bo spotkałam starą znajomą. Dziś znowu do niej poszłam, tym razem z Kariną. I tak poznałam kogoś.
Widać było te zdenerwowanie na jego twarzy.
– To dobrze. Nie chcę, żebyś była sama – burknął.
– A co to ma znaczyć?
– To, że teraz możesz robić, co ci się podoba. Nie będę ci przeszkadzał.
– Zrywasz ze mną, bo nie chciałam ci dać dupy? – oburzyłam się
– Nie. Bo mnie zdradzasz – zagiął mnie.
– Ooo... Nie ufasz mi. No dobrze, to cześć. I tak, żebyś się nie zdziwił, dziś wyjeżdżam, a za tydzień jadę do Bułgarii. Będę mogła tam sobie rozmawiać z kim tylko będę chciała! – wrzasnęłam
Adam wstał i poszedł w stronę ośrodka, kopiąc przy tym co drugie drzewo.
“Teraz przydałaby się obecność Krzyśka” – pomyślałam. Nie wiem, co się dzieje. W ogóle nie znam tego chłopaka, a już chcę go mieć cały czas przy sobie. Po kilku minutach samotnego siedzenia, wstałam i poszłam w kierunku ośrodka.
Zaczęłam się pakować. Karina była już gotowa do wyjazdu.
– Patrz, przyjechałyśmy tu pracować, a nie pojawiłyśmy się w studiu ani raz – zaśmiała się. Lecz, gdy zobaczyła moją minę wstała i przytuliła mnie. – Co się stało, słoneczko?
– Jestem wolna.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 6

Dojechałyśmy do ładnego malutkiego domku.
- Położę cię w pokoju dla gości. Mam nadzieję, że masz dobrą odporność, bo moja córka jest przeziębiona – powiedziała.
Gdy weszłyśmy zastałyśmy głuchą ciszę. Miła kobieta pokazała mi drzwi do łazienki, dała ręcznik i suche ubranie. Potem zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego. Widać było, że ktoś tam już spał poprzedniej nocy. Kiedy tak leżałam i analizowałam, co się właściwie stało minionego dnia, usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe i rysowanie podłogi psimi pazurami. Nagle doszły mnie głosy.
– Wybacz, ale dzisiaj musisz się przespać na sofie. Pościeliłam ci już ją – powiedziała spokojnie kobieta, która mnie uratowała.
– Dobrze, nie ma problemu. A co, jakaś rodzina przyjechała? Nie chcę sprawiać problemu. Już jutro mogę wrócić do siebie – słychać było chłopięcy nastoletni głos.
– Nie przeszkadzasz. Przecież wiesz. Doceniam to, że tu jesteś i pomagasz przy psie. To tylko jednorazowa sytuacja. Zaplątała się jedna dziewczyna i muszę ją przenocować.
– Ok. To tylko wezmę swoją piżamę i idę spać.
I usłyszałam otwierające się drzwi do pokoju, w którym było mi spać. Kątem oka widziałam sylwetkę młodego chłopaka i w tym czasie przypomniało mi się to, że zostawiłam numer telefonu do Krzyśka w torebce. Już go nie odzyskam. Mogę się więc pożegnać z nim. Chwilę później zasnęłam.
Rano zastałam tylko karteczkę na stole: “Nie chciałam cię budzić. Jak chcesz możesz poczekać na mnie do 16. Odwiozę cię. Dorota”. Więc już wiedziałam, że moja bohaterka ma na imię Dorota. Na krześle zobaczyłam wiszące ubranie. Zapukałam do pokoju córki Doroty.
– Proszę – usłyszałam.
Weszłam i niewinnie się uśmiechnęłam.
– Jestem Justyna – przywitała się dziewczyna.
– ...je-stem Sara – powiedziałam zachrypniętym głosem, zacinając się przy tym.
– Bardzo mi przykro. Nie wiem, jak ci pomóc, dałam ci jedne z moich lepszych ubrań, ale jeśli ci się nie podobają, to możesz wybrać sobie jakies inne – zaproponowała.
– Nie, są śliczne. Dziękuję ci bardzo – rozpracowałam głos. – Nie chcę nadużywać waszej gościny, dlatego będę już lecieć. Jeszcze raz bardzo wam dziękuję. A ubranie odwiozę ci jutro.
Odwróciłam się w kierunku drzwi i zobaczyłam zdjęcie psa, którego już bardzo dobrze znałam.
– Emmm... Jak się wabi? – zwróciłam się do dziewczyny
– Czort – zaszokowała mnie. – Mój chłopak prosił by dać mu imię "Lucky", ale chciałam jakoś z pazurem nazwać mojego psiaka.
- Bardzo ładny pies – uśmiechnęłam się, a w myślach miałam tylko pytanie: "Czy ja gram w programie Majewskiego: “Mamy Cię!”?"
– Teraz mój chłopak przyjechał do mnie, żeby się nim zająć, bo jak widzisz, ja nie jestem w stanie. Ale ciągle go nie ma, gdzieś wychodzi. Mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa.
– Może szykuje ci jakąś niespodziankę, a ty niepotrzebnie się przejmujesz...
– Może. W sumie, to za cztery dni wyjeżdża do domu, bo potem jedzie do Bułgarii. Miałam jechać z nim, ale mama nie wiedziała, czy wyzdrowieję do tego czasu i odwołała mój wyjazd. Przepadła nam zaliczka.
I nagle wpadłam na genialny pomysł. Musiałam tylko zadzwonić do taty.
– Mam pomysł, jak mogę się wam odwdzięczyć. Przyjadę jutro do was.
Ubrałam się i wyszłam. Dosyć szybko doszłam do ośrodka. Tam obskoczyli mnie Karina i Adam.
– Gdzieś ty była całą noc?! – wykrzyczała moja przyjaciółka
– Tu i ówdzie – wolałam nie mówić tego przy Adamie. Od wczoraj stracił w moich oczach.
– Nie denerwuj mnie!
– Oj puście mnie. Muszę zadzwonić.
Wzięłam telefon z łóżka. Na szczęście wczoraj znowu go nie zabrałam. Moje roztrzepanie wcale nie jest takie złe. Ruszyłam w kierunku łazienki i wykręciłam numer do taty. Opowiedziałam mu wczorajszą akcję, oczywiście nie wspominając o wcześniejszym incydencie z Adamem. Poprosiłam, żeby mnie stąd zabrał, bo i tak mnie wyleją, ponieważ dziś nie byłam w pracy. Zapytałam, czy zgadza się, żebym pojechała do Bułgarii. Powiedział, że nie mogę tak wystawić Kariny. Błagałam go, żeby zadzwonił do obozu, z którym miałam zamiar jechać i zapytał o dwa wolne miejsca. Zgodził się. Stwierdził, że faktycznie po takiej akcji nie mogę zostać w Gdańsku.
Rozłączyłam się i wyszłam z łazienki. Pod nią stała wściekła Karina, która, jak widać słyszała całą rozmowę. Wyjaśniłam jej wszystko. Długo musiałam ją błagać, żeby, jak coś to się zgodziła ze mną jechać do Bułgarii. Ostatecznie powiedziała “tak”. Poprosiłam ją także, żeby nic nie mówiła Adamowi. Zdziwiła się, że chcę coś takiego ukryć przed swoim chłopakiem, lecz tu także nie sprzeciwiała mi się.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 5

Kiedy doszłam do ośrodka, Adam z Kariną już na mnie czekali. Oboje nieźle pijani. Chcieli mnie zabrać ze sobą do klubu, lecz, kiedy widziałam w jakim stanie jest mój chłopak, to się przeraziłam. Ledwo stał na nogach. Wieszał się na mnie. Stwierdziłam, że nigdzie nie idę i oni też. Wkurzyli się, ale postawiłam na swoim. Adam powiedział, że nie ma klucza od swojego pokoju. Zaproponowałam mu, żeby spał ze mną. Karina szybko się umyła i momentalnie zasnęła. Adam zdjął ubranie, został w samych bokserkach i położył się na moim łóżku, a ja obok niego. Zaczął mnie obmacywać, lecz powiedziałam mu, że nic z tego. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, że chcę stracić dziewictwo, kiedy naprawdę będę na to gotowa, kiedy podświadomość powie mi “zrób to”. Adam przestał mnie obłapiać i zasnął. Nastawiłam sobie budzik na 8.00 i odwiedziłam krainę snu.
Rano zaczął dzwonić mój budzik. Szybko go wyłączyłam. Chciałam już wstać, lecz mój chłopak mi w tym przeszkadzał. Trzymał swoją rękę na mojej talii, uniemożliwiając mi tym samym zejście z łóżka. Poleżałam tak chwilę. W końcu udało mi się uwolnić z objęć Adama. Niestety była już 8.45. Na plaże szybkim krokiem szło się 30 minut, a na mostek tam, gdzie miałam się spotkać z Krzyśkiem prawie godzinę. Szybko umyłam twarz, zarzuciłam ubranie i prawie wybiegłam z pokoju. Szłam najszybciej, jak mogłam. Ale i tak nie zdążyłam. Gdy doszłam była już 10.00 i po Krzyśku nie było śladu. Zaczęłam pluć sobie w twarz. “Jak on się musiał poczuć?!” zastanawiałam się. Podeszłam na sam koniec mostku, usiadłam i zaczęłam wpatrywać się w horyzont. Nie wiem czemu, po chwili położyłam się na brzuchu. Ręka zwisała mi ku morzu. Nagle zahaczyłam o szklaną butelkę. Wzięłam ją. W niej znajdował się liścik. Rozbiłam butelkę i wyjęłam kartkę.
“Sara. Nie mogłem długo czekać, ale jestem pewien, że mnie nie wystawisz i przyjdziesz tu. Wyglądasz na sympatyczną osobę. Jeśli chcesz się jeszcze ze mną zobaczyć, to przyjdź w to miejsce dokładnie o 18. Liczę, że tym razem będziesz punktualna. Do zobaczenia. Krzysiek”
Ucieszyłam się. Bałam się, że się obraził na mnie i więcej go nie spotkam. Wydawał się miłym chłopakiem, dlatego chciałam go jeszcze zobaczyć. W dodatku tym liścikiem jeszcze bardziej mi zaimponował. Oczywiście nie patrzę na niego, jak na materiał na chłopaka, przecież mam swojego Adama. Lecz chcę utrzymywać z nim kontakt. Jest to osoba, którą chcę lepiej poznać.
Po jakimś czasie wróciłam do ośrodka, po drodze kupiłam bułki i jajka. Tamci jeszcze spali. Szybko zrobiłam śniadanie. Jedyne, co potrafiłam upichcić to jajecznica. Obudziłam skacowanych śpiochów i zawołałam na śniadanie. Zlecieli się, jak muchy. Adam, Karina, Marysia, Janek, Julia i Patryk. Patrzyłam na nich pijąc herbatę. Po chwili poszłam do pokoju trochę ogarnąć. Ubrania walały się wszędzie. Ładnie je złożyłam i położyłam na fotel. Otworzyłam drzwi od balkonu i pościeliłam swoje łóżko. Przecież nie będę za nich wszystkiego robić. Szybko się przebrałam, a także nałożyłam lekki makijaż, po czym wróciłam do kuchni i spytałam głodomorów, co dziś robimy.
– Ja stawiam na leżenie i odpoczywanie – zasugerował Patryk.
– Ja to bym się gdzieś przeszła – powiedziała Marysia.
– Tobie jeszcze nie jest dość? – zdziwił się Adam
– Cóż... Ja akurat wypiłam niewiele. Nie chciałam się upić, tak jak niektórzy – spojrzała z ironią na Adama.
– Przynajmniej on nie rzygał – odparła Julia.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią przerażeni.
– Ktoś tu ma słabą głowę... – burknął Janek
– Oj dobraaa... – machnęła ręką Julia
– To jak? Idziemy gdzieś? – pociągnęła temat Marysia
– Ja mogę iść – powiedziałam.
– Wiecie co, to może zróbmy tak... Ten, kto chce gdzieś iść, ten idzie,  a kto chce zostać, zostaje i zajmuje się sobą – zaproponowała Karina.
– Ok. To kto ze mną idzie? -  zapytała Marysia
Wspólnie ustaliliśmy, że wychodzimy na miasto. Ja, Marysia, Karina i Janek. Reszta zostaje i robi, co chce. Wszyscy skończyli jeść. Poprosiłam, żeby ktoś pozmywał. Zobaczymy, kto to zrobi... Dziewczyny i Janek poszli się ubrać, a ja poczekałam na nich na balkonie, rozmawiając z Kariną o chłopaku, którego wczoraj spotkałam.
Kiedy wszyscy już byli gotowi do wyjścia, ruszyliśmy w drogę. Poszliśmy do różnych miejsc. Na koniec wybraliśmy się na karaoke. Namówili mnie, żebym coś zaśpiewała. Wybrałam to.
Dostałam ogromne brawa. Zakręciła mi się łezka w oku. Spojrzałam na zegarek i się zlękłam. Była 17.20. Gdybym teraz poszła, to bym zdążyła. Poprosiłam Karinę, żeby poszła ze mną, wyjaśniając Marysi i Jankowi, że chcemy pogadać i strasznie ich przepraszamy, że muszą sami wracać. Jakoś się tym nie przejęli. Powędrowałyśmy szybkim krokiem w stronę mostku. Kiedy doszłyśmy była 17.57. Udało nam się nie spóźnić.
– Może wolisz, żebym zostawiła was samych? – Karina zaszokowała nie tym pytaniem 
- Po co? – spytałam
– Byłaś tak napalona, że wydaje mi się, że nie chodzi tylko o niewinne koleżeńskie spotkanie.
– To źle ci się wydaje – oburzyłam się
Równo o 18 zobaczyłam idącego w naszą stronę Krzyśka.  Zapoznałam go z Kariną i pech chciał, że akurat zadzwonił do niej Adam, bo ja jak zwykle nie wzięłam komórki.
– Adam chce cię gdzieś zabrać – oznajmiła. – Prosi, żebyśmy już przyszły.
–Ale... – zacięłam się
– Spokojnie. Idź! Skoro chłopak czeka – powiedział cicho Krzysiek.
– Ale... Ale chcę się z tobą lepiej poznać – burknęłam, a w tym czasie Karina od nas odeszła.
– Nie stawiaj mnie przed swojego chłopaka. Jego kochasz, mnie nawet nie znasz.
– Właśnie dlatego, chcę cię poznać.
– To może tak... Dam ci swój numer, a ty się odezwiesz w wolnej chwili?
– Jestem całkowicie za – uśmiechnęłam się.
Wręczył mi karteczkę ze swoim numerem, po czym poszedł w swoją stronę. Wróciłam do Kariny i razem ruszyłyśmy w kierunku ośrodka.
Gdy doszłyśmy zobaczyłam czekającego na mnie na tarasie Adama.
– Gotowa? – spytał
– Na co? – zdziwiłam się
– Na niespodziankę.
– Znowu? Zawsze robisz mi niespodzianki. Nie możesz choć raz powiedzieć, co zaplanowałeś?
– Nie. Powiem tylko tyle, żebyś wzięła ze sobą kostium.
Opadła mi szczęka. Poszłam do pokoju, założyłam to, a do torby włożyłam kostium. Wzięłam mojego skarba pod ramię i zaczęliśmy iść w kierunku, który wyznaczył Adam.
Doszliśmy na dziką plażę, godzina była 20, żywej duszy wokół nas nie widzieliśmy. Usiedliśmy na rozłożonym już kocu, na którym leżały różne przekąski, a obok paliło się ognisko. Zaczęliśmy wcinać. Pyszne truskawki z bitą śmietaną rozpływały mi się w ustach. Przytuliłam mojego misia i czule go pocałowałam. Adam zamienił delikatny pocałunek w bardziej namiętny. Zaczął wkładać mi ręce pod bluzkę, a ja o dziwo się nie opierałam. Położyliśmy się. Nim się obejrzałam oboje byliśmy bez części górnej ubioru.  Czułam się jak zahipnotyzowana. Chciałam w tej chwili uprawiać z nim seks. Jednak coś mnie powstrzymało, kiedy zdjęłam już stanik. Oderwałam się od Adama i założyłam górną część bikini, a  chwilę później dolną. Zaczęłam iść w stronę morza. Zdezorientowany chłopak przyglądał mi się. Odwróciłam się i zawołałam go. Szybko zdjął spodnie i ruszył w moim kierunku. Weszliśmy do wody. O dziwo była ciepła. Adam przytulił się do mnie i znowu zaczął swoje zaloty. Całował mnie, potem zdjął mi górną część od kostiumu. Zawiesiłam się na nim, jak małpa na gałęzi. Lecz, gdy zaczął mnie bardziej ściskać, powiedziałam: “Nie”. Nie posłuchał mnie i dalej mnie ściskał i bardzo namiętnie całował. Zaczęłam mu się wyrywać. Puścił mnie.
– Nie rozumiesz słowa “nie”? – oburzyłam się
– Myślałem, że tego chcesz – zasmucił się.
Wyszłam z wody zarzuciłam na siebie bluzkę i zaczęłam iść w stronę autostrady, przez którą trzeba było przejść, kiedy chciało się wyjść z dzikiej plaży do miasta. Usiadłam na asfalcie. Zaczęłam płakać. “Dlaczego to jest dla mnie takie trudne? Dzisiaj było idealnie, chciałam to zrobić, ale jednak nie mogę!” – pomyślałam.
Siedząc tak z daleka zobaczyłam grupkę chłopaków. Twardo siedziałam w swoim miejscu, gdyż wiedziałam, że mój ukochany jest gdzieś niedaleko mnie. Po jakimś czasie grupka mężczyzn doszła do mnie. Stanęli nade mną.
– O  jaka piękna dziweczka... – odparł jeden z nich szyderczo się uśmiechając
– Wypraszam sobie! – oburzyłam się trzęsąc się jak galareta
– Chodź maleńka! Pójdziesz z nami!
Wyrywałam się i zaczęłam piszczeć. Już myślałam, że jestem skończona, kiedy nagle oślepiły nas światła niewielkiego samochodu. Wtedy wyrwałam się i wybiegłam na ulicę. Samochód zatrzymał się. Kierowca otworzył drzwi. Szybko weszłam i odjechaliśmy zostawiając moją torebkę ze wszystkimi rzeczami na drodze.
Spojrzałam się na kierowcę. Była to kobieta.
– Masz szczęście. Gdzie mieszkasz? – zapytała
Spojrzała na mnie i widziała, że byłam cała roztrzęsiona. Nie mogłam powiedzieć ani słowa.
– Ech... Nie bój się, nic ci nie grozi. Zabiorę cię do siebie do domu, a jutro odwiozę cię do ciebie – oznajmiła.
Kiwnęłam głową, że się zgadzam.

Krzysiek

Szesnastoletni chłopak. Mieszka we Władysławowie. Ma dwudziestoletnią siostrę. Na pozór nieśmiały nastolatek, lecz kiedy się go lepiej pozna, można z nim nieźle zaszaleć. Jest w związku z Justyną, w której jest nieziemsko zakochany. Uwielbia uszczęśliwiać ludzi. Ma w sobie to "coś" co przyciąga do niego ludzi. Jego pasją są motocykle.


Rozdział 4

Wybiegłam z domu z wielką fioletową walizką, a tuż za mną tata, jeszcze z dwiema od kompletu. No wiem, że trochę przesadziłam, ale chciałam każdego dnia wyjazdu wyglądać wyjątkowo dla Adama.
Dojechaliśmy na Dworzec Centralny, gdzie czekał na nas autokar. Wcześniej kazałam schować się mojemu chłopakowi, żeby ojciec go nie widział. Na chodniku wypatrywała mnie ślicznie ubrana Karina. Wysiadłam z samochodu z uśmiechem od ucha do ucha. Przytuliłam moją przyjaciółkę i pożegnałam się z tatą.
– Do zobaczenia za 3 tygodnie – pomachałam ręką do odjeżdżającego już ojca.
Zza autokaru wyszedł mój ukochany.
– Cześć skarbie – rzuciłam się na niego i czule go pocałowałam.
– Byłem pewien, że uda nam się wspólnie wyjechać! – radośnie powiedział
Nim się obejrzeliśmy kierowca wołał pasażerów do środka. “Za 5 minut odjazd” widniał napis na czele autokaru. Usiadłam razem z Kariną, bo Adam już znał kilku osobników, a my byłyśmy jeszcze odludkami.
Podróż trwała 6 godzin. Szybko mi minęła, może dlatego, że prawie całą przespałam. Autokar podwiózł nas pod sam ośrodek. Wysiedliśmy, wszyscy już się zdążyli poznać, tylko ja z nikim jeszcze nie rozmawiałam, w końcu całą drogę spałam.
Osobiście spodziewałam się lepszych warunków. Gdy weszliśmy do środka zastaliśmy skrzypiącą podłogę, smród ryb wydobywający się z lodówki i dziurawą wannę. W pokoju moim, Kariny i jeszcze dwóch dziewczyn było tylko jedno działające gniazdko. Od razu stwierdziłyśmy, że pójdziemy po rozgałęziacz.
Chwilkę po naszym rozpakowaniu zawitali do nas Adam z Patrykiem (jego kolegą z autokaru).
– Dziewczyny, pracę zaczynamy dopiero w poniedziałek, więc co powiecie, żeby się dziś zabawić? Trochę pozwiedzać, napić się... – zaproponował Adam
– Tobie to tylko piwo w głowie – stwierdziłam. – Ale w sumie, to co mamy dziś robić? Tylko się przebiorę i już wychodzimy.
Normalnie nie marnowałabym już pierwszego dnia dwóch zestawów ubrań, ale wtedy miałam na sobie to i było mi zdecydowanie za gorąco. Założyłam więc zwiewną sukienkę.
Była dopiero 13 godzina, więc cały Gdańsk smażył się na plaży. Pochodziliśmy sobie po mieście, strzeliliśmy parę fotek i zaszliśmy do trzech barów. Alkohol kupował nam Patryk, który miał już skończone 18 lat. Ja wypiłam jedno piwo z sokiem na spółę z Kariną. Po wyczerpującym spacerze, wszyscy wybraliśmy się do ośrodka, żeby się przebrać, bo ktoś wpadł na genialny pomysł pójścia do klubu. Ja osobiście nie miałam ochoty. Wolałam posiedzieć na balkonie i poczytać książkę, którą niedawno wypożyczyłam od koleżanki z klasy. 
Wybiła godzina 21, wszyscy już się zebrali, a ja jak postanowiłam, tak zrobiłam. Zostałam sama w ośrodku, oczywiście Adam proponował, żeby ze mną zostać, tak samo Karina, ale widziałam, że mają wielką ochotę się zabawić. Obiecałam im, że jak mi się zachce to, za dwie, trzy godziny do nich dołączę. Zaproponowali, że przyjdą po mnie o 23.30. Kiedy wyszli wzięłam się za czytanie powieści, lecz nie była zbytnio ciekawa. Przebrałam się i wyszłam na plażę. Usiadłam na jakimś mostku i zaczęłam rozmyślać. Przypominałam sobie imiona wszystkich nowo poznanych ludzi. Było ich dwadzieścioro, ale my podzieliliśmy się na trzy grupki. W naszej byłam ja, Karina, Adam, Patryk (z wyglądu przypominał Kamila Bednarka, tylko miał ścięte na jeża włosy), Janek (chudy rudzielec o zielonych oczach, który miał 17 lat), Marysia (niska brunetka z włosami do ramion i błękitnymi oczami; była po prostu śliczna) i Julia (chuda jak patyk krótko obcięta szatynka o piwnych oczach). Te dwie dziewczyny, co wymieniłam mieszkają ze mną i Kariną w pokoju. Obie są bardzo miłe, lecz niestety obie palą, z resztą jak każdy w tej ekipie oprócz mnie i Kariny.
Siedziałam tak przez jakiś czas, kiedy nagle podbiegł do mnie mały biszkoptowy labrador. Zaczął mnie obwąchiwać i niemiłosiernie lizać. Po chwili przyuważyłam biegnącego w moją stronę przestraszonego chłopaka.
– Naprawdę cię przepraszam! – zakłopotany odparł, po czym zwrócił się do psa – Czort, mówiłem ci nie zaczepiaj pięknych kobiet!
– Kobiet? To aż tak staro wyglądam? – zażartowałam
–Nie, oczywiście, że nie. Przepraszam – widać było, że chłopak jest niezwykle wstydliwy.
– Och. No już spokojnie. – wstałam i otrzepałam się z piachu – Jestem Sara.
– Miło cię poznać, jestem Krzysiek. Jeszcze raz cię przepraszam za psa. Jest młody i pełen energii.
– Haha.No dobrze, dobrze. A skąd jesteś?
– Ja jestem ze Władysławowa, przyjechałem tu do dziewczyny, zająć się jej psem, bo trochę się rozchorowała. A ty?
– Do dziewczyny... Och. Czyli nie mam u ciebie szans – zrobiłam minę zbitego psiaka, po chwili dodałam – haha, żartuję! Przyjechałam z moją przyjaciółką i chłopakiem tutaj do pracy, chcemy wspólnie spędzić wakacje, podsumowując tym samym nasz ostatni rok szkolny. Bo wiesz... teraz idę do liceum...
– Ooo. Też teraz idę do liceum – uśmiechnął się.
Spojrzałam na zegarek, wybiła godzina 23.
– Cóż, naprawdę cię przepraszam, ale muszę się zbierać.
– Ech no trudno. Może kiedyś znowu uda nam się przypadkowo spotkać...
– Po co przypadkowo? Spotkajmy się tutaj jutro o 9 rano, co ty na to? Chyba, że nie wstaniesz... Haha – zaśmiałam się.
– Wstanę, wstanę. Śpiochem nie jestem – uśmiechnął się. – To do jutra!
– Pa! – pomachałam ręką i poszłam w swoją stronę.

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 3

Otworzyłam drzwi.
– Witaj kochanie – czule pocałował moje usta.
-  Powiedz, co zaplanowałeś, bo umieram z ciekawości! – zażądałam
– Dowiesz się w swoim czasie – odparł.
–Nie cierpię cię!
Spojrzał na mnie z miną zbitego psiaka. Po chwili ruszyliśmy w stronę jego czarnego matowego Smarta.
Droga mi się dłużyła. Co jakiś czas Adam przerywał ciszę swoją prośbą: “No nie gniewaj się już.” Lecz nieugięcie dalej udawałam obrażoną.
W końcu dojechaliśmy do jakiejś samotnej altanki. Adam posadził mnie przy nakrytym już stoliku.
– Dziękuję – pocałowałam mojego skarba ze łzami w oczach.
Zjedliśmy kolację. Co jak co, ale mój chłopak umiał wybierać menu. Na talerzu zawitały krewetki w winie. Wiem, że nie powinnam do osiemnastego roku życia tknąć alkoholu, ale kto w moim wieku przestrzega zasad? Po kolacji pojechaliśmy do niego. Posiedziałam tam do 21, a potem moje kochanie mnie odwiozło.
Położyłam się z wielkim bananem na twarzy. Byłam szczęśliwa, że mam takiego wspaniałego chłopaka. Po chwili zerwałam się i poszłam pod prysznic. Założyłam piżamę i położyłam się spać.
Wstałam o 6.20, więc miałam wystarczająco dużo czasu na ogarnięcie się. Skierowałam się do łazienki. Umyłam się i wybrałam strój. Umalowałam się, jak zwykle i związałam włosy w luźnego koka. Zeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie, tam zastałam pijącego poranną kawę tatę.
- Dzwonił do mnie pan Nowak - wykrztusił.
- Nnno... I co? - ciągnęłam
- Powiem szczerze. Byłem pewien, że zmyśliłaś tę całą historię o wyjeździe z Kariną, i że jej ojciec jest zadowolony... - zaczęłam się trząść - Lecz to wszystko okazało się prawdą! Kochanie, zgadzam się na Twój wyjazd.
Nie mogłam w to uwierzyć. Zaczęłam skakać z radości, przytuliłam tatę, podziękowałam i zjadłam szybko batonika. Rzuciłam głośne: "Hej!" i wyszłam z domu. Pod bramą czekał na mnie w czarnym Smarcie mój kochany Adam.
- Cześć skarbie - wsiadłam do samochodu.
- Coś się stało, że jesteś cała w skowronkach? - zapytał
- No wiesz... Słońce świeci, ptaszki śpiewają, mój tata pozwolił mi jechać do Gdańska...
- Żartujesz?! - nie dowierzał
- Czy wyglądam, jakbym żartowała? - parsknęłam śmiechem z radości
Dojechaliśmy do szkoły.

*** Tydzień później ***

Zaczęło się zakończenie roku. Miałam na sobie sukienkę. Już następnego dnia był planowany wyjazd do Gdańska. Oczywiście spakowałam się już dwa dni wcześniej.Taka byłam podekscytowana tym wyjazdem.
Po ceremonii wybraliśmy się do Edyty (mojej koleżanki z klasy, która często robi imprezy) na melanż. Zwykła popijawa, ale ja wypiłam tylko jedną lampkę wina, bo nie przepadam za alkoholem.
Do domu wróciłam o 22. Wykąpałam się i dokończyłam pakowanie. Momentalnie zasnęłam.


wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 2

Obudziły mnie ostre promienie słońca. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dwie nowe wiadomości. Pierwsza od Adama: "Kochanie, przyjdę po ciebie dziś o 16. Mam dla ciebie niespodziankę.", a druga od Kariny: "Liczę, że się pojawisz o 13 w parku, tak jak się umawiałyśmy w piątek." Spojrzałam na zegarek i się przeraziłam. Była 12.40. Czemu tak długo spałam? Zerwałam się z łóżka, jak oparzona. Pobiegłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, założyłam ciuchy, przejechałam maskarą rzęsy i wyszłam szybkim krokiem z domu.
Parę minut po 13 byłam już w parku. Na ławce, na której zawsze spotykałyśmy się z Kariną zastałam czerwoną z wściekłości blondynkę. Podeszłam do niej od tyłu.
- Widziałam cię, lamusie! - krzyknęła i przekręciła się  - dlaczego nie odbierasz telefonu, jak do ciebie dzwonię?
- Z pośpiechu nie wzięłam go - odparłam.
- Ech, te twoje roztrzepanie kiedyś cię zgubi - postraszyła mnie.
- Oj nie przesadzaj. Tak w ogóle mam wielką prośbę!
- Ciekawi mnie, jaką...
- Pojedziesz ze mną do Gdańska?
- Przecież miałaś jechać z Adamem - zdziwiła się.
- Skłamałam tacie, że jadę z tobą. Przecież wiesz, że z Adamem by mnie w życiu nie puścił.
- No mogę pojechać, tylko bym musiała zagadać z Moniką, bo mój ojciec mi na pewno nie pozwoli jechać.
- Mmmm... No właśnie. Powiedziałam mojemu tacie, że twój tata jest z ciebie dumny, że chcesz sama na siebie zarobić. I mój tata tak się zszokował, że chce porozmawiać z twoim...
- Oszalałaś?! - wściekła się
- No przepraszam. Nie wiedziałam już, co robić.
- Ech... Chodźmy do mnie, dogadamy się z Moniką.
I ruszyłyśmy w stronę bloku Kariny. Szybko doszłyśmy. W mieszkaniu Nowaków nie było pana Huberta (taty Kariny), zastaliśmy samą Monikę rozłożoną na kanapie i objadającą się kiszonymi ogórkami. Stanęłyśmy w drzwiach do salonu.
- To chyba będzie chłopczyk - zwróciłam się do ciężarnej.
- Też mi się tak wydaje. Ciągle wcinam kiszone ogórki. Na słodkie w ogóle nie mam ochoty. A co wy tu robicie, dziewczynki? - spytała Monika
- Mam do ciebie sprawę - zaczęła Karina. - Pomóż mi jakoś namówić tatę, by zgodził się, żebym jechała do Gdańska pracować jako tatuażystka...
Wszystko opowiedziałyśmy kobiecie, nie pomijając tego, że skłamałam tacie. Monika była bardzo wyrozumiała, wiedziała, że jesteśmy w takim wieku, że chcemy się wyszaleć. Powiedziała, że pomoże nam i na pewno pojedziemy do Gdańska.
Wróciłam do domu, wzięłam zimny prysznic, umalowałam się i zaczęłam szperać w garderobie. Nie wiedziałam, co planuje Adam, więc nie mogłam się zdecydować na żadne ubranie. Ale ostatecznie wybrałam to. Zdążyłam w ostatniej chwili, bo jak zakładałam buty usłyszałam dzwonek do drzwi.

Rozdział 1

Zaproponował mi to w końcu. Powiedział, żebyśmy spędzili wspólnie wakacje, które zaczynają się już za tydzień. Mamy jechać do Gdańska, w ciągu dnia pracować, a wieczorami chodzić na imprezy. Tylko boję się, że rodzice mi nie pozwolą. Eee tam! Na pewno się zgodzą.
Przytuliłam Adama na pożegnanie i powędrowałam w stronę swojego domu.
Od progu już było słychać wrzaski. Mama z tatą znów się kłócili. Wolałam teraz nie roztrząsać tematu wyjazdu. Po cichu wbiegłam na górę, do swojego pokoju. Rozłożyłam się na wielkim, dwuosobowym łóżku i zaczęłam sobie wyobrażać te trzy tygodnie w Gdańsku. Przez takie długie rozmyślanie z zamkniętymi oczami zrobiłam się strasznie śpiąca, aż w końcu odwiedziłam krainę snu. Nic mi się nie śniło, bynajmniej tego nie pamiętam. Gdy słońce już zachodziło, obudziłam się. Zmyłam makijaż, założyłam dres i zeszłam na dół. Po wcześniejszych sporach rodziców nie było śladu. Tata czytał gazetę przy stole, a mama pichciła coś na kolację. Grzecznie dosiadłam się do taty i zaczęłam temat.
- Nooo... Wiec jest taka sprawa - przeciągałam, gdyż zabójczo się bałam odmowy. - Jak już wiecie, w piątek kończy się rok szkolny i pomyślałam, że nie chcę tracić cennego wolnego czasu i pojadę do Gdańska, żeby zarobić trochę pieniędzy...
Ojciec odłożył gazetę i przeszył mnie swoim srogim spojrzeniem.
- Na ile? - burknął
- Na 3 tygodnie - odpowiedziałam, trzęsąc się jak galareta.
- I jak ty byś tam zarabiała? - wypytywał
- Szukają dziewczyn do robienia tatuaży z henny.
- Przecież ty nie umiesz malować.
- Nie muszę, wystarczy, żebym umiała kalkować - broniłam się.
- Wolałbym, gdybyś nie jechała - zgasił mnie.
- Dlaczego? Niedawno sam mówiłeś, że jak chcę skuter, to muszę sobie na niego zarobić, a teraz zabierasz mi szansę na spełnienie mojego marzenia?! - wybuchnęłam
- Zrozum, że boimy się Ciebie puścić tak daleko na tak długi czas, jeszcze w dodatku samą...
- Nie samą! Z Kariną - skłamałam. Nie mogłam się przyznać, że wyjeżdżam z Adamem, bo wtedy to na pewno by mi nie pozwolili jechać. Lubią go, ale twierdzą, że jeszcze jestem za młoda na chłopaka.
- Kariny tata się zgodził? - gdy usłyszałam te pytanie odnowiła się we mnie nutka nadziei
- Tak, był bardzo dumny, że jego córka chce być samodzielna - ciągnęłam.
- W takim razie... - już miałam ochotę skakać z radości - zadzwonię do taty Kariny i pogadam z nim o tym wyjeździe - ale po tym zdaniu, chciałam zapaść się pod ziemię.
- Emm, no dobrze, dobrze. To za dwa dni dam ci numer do taty Kariny, bo teraz jest bardzo zajęty. Wiesz... praca, dom, ciąża Moniki. Więc we wtorek dam ci jego numer - powiedziałam i zniknęłam za drzwiami.
Zrezygnowana poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Nie widziałam wyjścia z tej sytuacji. Poleżałam tak z godzinę, a potem zasnęłam.

Bohaterowie

Sara Wasikowska, 16 lat
Uczennica warszawskiego liceum. Nie różni się niczym szczególnym od swoich rówieśniczek. Umie śpiewać i nie najgorzej tańczy. Jest jedynaczką. Bardzo łatwo nawiązuje nowe znajomości. Posiada przyjaciółkę od serca, Karinę.
Wygląd: 170 cm wzrostu, szczupła, długie brązowe włosy, karmelowe oczy.

 


Karina Nowak, 17 lat
Najlepsza przyjaciółka Sary. Chodzi do klasy z główną bohaterką, gdyż rok później poszła do szkoły. Pięknie rysuje. Jej mama podczas porodu zmarła. Wychowuje ją ojciec wraz ze swoją nową żoną, 36 letnią Moniką. Karina dobrze dogaduje się z macochą.
Wygląd: 164 cm wzrostu, szczupła, jasne blond włosy do ramion, niebieskie oczy.




Adam Szczepaniak, 16 lat
Chłopak Sary. Dobry chłopak, który niekiedy zabłądzi. Jego średnia wynosi 4.75, lecz nie raz wpakował się w problemy z prawem. Z ubioru przypomina typowego skejta. Planuje założyć zespół rockowy, lecz brak mu talentu do śpiewania. Bardzo kocha Sarę, lecz rzadko ma dla niej czas.
Wygląd: 186 cm wzrostu, wysportowany, ciemne dłuższe włosy, niebieskie oczy.