piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 6

Dojechałyśmy do ładnego malutkiego domku.
- Położę cię w pokoju dla gości. Mam nadzieję, że masz dobrą odporność, bo moja córka jest przeziębiona – powiedziała.
Gdy weszłyśmy zastałyśmy głuchą ciszę. Miła kobieta pokazała mi drzwi do łazienki, dała ręcznik i suche ubranie. Potem zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego. Widać było, że ktoś tam już spał poprzedniej nocy. Kiedy tak leżałam i analizowałam, co się właściwie stało minionego dnia, usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe i rysowanie podłogi psimi pazurami. Nagle doszły mnie głosy.
– Wybacz, ale dzisiaj musisz się przespać na sofie. Pościeliłam ci już ją – powiedziała spokojnie kobieta, która mnie uratowała.
– Dobrze, nie ma problemu. A co, jakaś rodzina przyjechała? Nie chcę sprawiać problemu. Już jutro mogę wrócić do siebie – słychać było chłopięcy nastoletni głos.
– Nie przeszkadzasz. Przecież wiesz. Doceniam to, że tu jesteś i pomagasz przy psie. To tylko jednorazowa sytuacja. Zaplątała się jedna dziewczyna i muszę ją przenocować.
– Ok. To tylko wezmę swoją piżamę i idę spać.
I usłyszałam otwierające się drzwi do pokoju, w którym było mi spać. Kątem oka widziałam sylwetkę młodego chłopaka i w tym czasie przypomniało mi się to, że zostawiłam numer telefonu do Krzyśka w torebce. Już go nie odzyskam. Mogę się więc pożegnać z nim. Chwilę później zasnęłam.
Rano zastałam tylko karteczkę na stole: “Nie chciałam cię budzić. Jak chcesz możesz poczekać na mnie do 16. Odwiozę cię. Dorota”. Więc już wiedziałam, że moja bohaterka ma na imię Dorota. Na krześle zobaczyłam wiszące ubranie. Zapukałam do pokoju córki Doroty.
– Proszę – usłyszałam.
Weszłam i niewinnie się uśmiechnęłam.
– Jestem Justyna – przywitała się dziewczyna.
– ...je-stem Sara – powiedziałam zachrypniętym głosem, zacinając się przy tym.
– Bardzo mi przykro. Nie wiem, jak ci pomóc, dałam ci jedne z moich lepszych ubrań, ale jeśli ci się nie podobają, to możesz wybrać sobie jakies inne – zaproponowała.
– Nie, są śliczne. Dziękuję ci bardzo – rozpracowałam głos. – Nie chcę nadużywać waszej gościny, dlatego będę już lecieć. Jeszcze raz bardzo wam dziękuję. A ubranie odwiozę ci jutro.
Odwróciłam się w kierunku drzwi i zobaczyłam zdjęcie psa, którego już bardzo dobrze znałam.
– Emmm... Jak się wabi? – zwróciłam się do dziewczyny
– Czort – zaszokowała mnie. – Mój chłopak prosił by dać mu imię "Lucky", ale chciałam jakoś z pazurem nazwać mojego psiaka.
- Bardzo ładny pies – uśmiechnęłam się, a w myślach miałam tylko pytanie: "Czy ja gram w programie Majewskiego: “Mamy Cię!”?"
– Teraz mój chłopak przyjechał do mnie, żeby się nim zająć, bo jak widzisz, ja nie jestem w stanie. Ale ciągle go nie ma, gdzieś wychodzi. Mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa.
– Może szykuje ci jakąś niespodziankę, a ty niepotrzebnie się przejmujesz...
– Może. W sumie, to za cztery dni wyjeżdża do domu, bo potem jedzie do Bułgarii. Miałam jechać z nim, ale mama nie wiedziała, czy wyzdrowieję do tego czasu i odwołała mój wyjazd. Przepadła nam zaliczka.
I nagle wpadłam na genialny pomysł. Musiałam tylko zadzwonić do taty.
– Mam pomysł, jak mogę się wam odwdzięczyć. Przyjadę jutro do was.
Ubrałam się i wyszłam. Dosyć szybko doszłam do ośrodka. Tam obskoczyli mnie Karina i Adam.
– Gdzieś ty była całą noc?! – wykrzyczała moja przyjaciółka
– Tu i ówdzie – wolałam nie mówić tego przy Adamie. Od wczoraj stracił w moich oczach.
– Nie denerwuj mnie!
– Oj puście mnie. Muszę zadzwonić.
Wzięłam telefon z łóżka. Na szczęście wczoraj znowu go nie zabrałam. Moje roztrzepanie wcale nie jest takie złe. Ruszyłam w kierunku łazienki i wykręciłam numer do taty. Opowiedziałam mu wczorajszą akcję, oczywiście nie wspominając o wcześniejszym incydencie z Adamem. Poprosiłam, żeby mnie stąd zabrał, bo i tak mnie wyleją, ponieważ dziś nie byłam w pracy. Zapytałam, czy zgadza się, żebym pojechała do Bułgarii. Powiedział, że nie mogę tak wystawić Kariny. Błagałam go, żeby zadzwonił do obozu, z którym miałam zamiar jechać i zapytał o dwa wolne miejsca. Zgodził się. Stwierdził, że faktycznie po takiej akcji nie mogę zostać w Gdańsku.
Rozłączyłam się i wyszłam z łazienki. Pod nią stała wściekła Karina, która, jak widać słyszała całą rozmowę. Wyjaśniłam jej wszystko. Długo musiałam ją błagać, żeby, jak coś to się zgodziła ze mną jechać do Bułgarii. Ostatecznie powiedziała “tak”. Poprosiłam ją także, żeby nic nie mówiła Adamowi. Zdziwiła się, że chcę coś takiego ukryć przed swoim chłopakiem, lecz tu także nie sprzeciwiała mi się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz