czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 4

Wybiegłam z domu z wielką fioletową walizką, a tuż za mną tata, jeszcze z dwiema od kompletu. No wiem, że trochę przesadziłam, ale chciałam każdego dnia wyjazdu wyglądać wyjątkowo dla Adama.
Dojechaliśmy na Dworzec Centralny, gdzie czekał na nas autokar. Wcześniej kazałam schować się mojemu chłopakowi, żeby ojciec go nie widział. Na chodniku wypatrywała mnie ślicznie ubrana Karina. Wysiadłam z samochodu z uśmiechem od ucha do ucha. Przytuliłam moją przyjaciółkę i pożegnałam się z tatą.
– Do zobaczenia za 3 tygodnie – pomachałam ręką do odjeżdżającego już ojca.
Zza autokaru wyszedł mój ukochany.
– Cześć skarbie – rzuciłam się na niego i czule go pocałowałam.
– Byłem pewien, że uda nam się wspólnie wyjechać! – radośnie powiedział
Nim się obejrzeliśmy kierowca wołał pasażerów do środka. “Za 5 minut odjazd” widniał napis na czele autokaru. Usiadłam razem z Kariną, bo Adam już znał kilku osobników, a my byłyśmy jeszcze odludkami.
Podróż trwała 6 godzin. Szybko mi minęła, może dlatego, że prawie całą przespałam. Autokar podwiózł nas pod sam ośrodek. Wysiedliśmy, wszyscy już się zdążyli poznać, tylko ja z nikim jeszcze nie rozmawiałam, w końcu całą drogę spałam.
Osobiście spodziewałam się lepszych warunków. Gdy weszliśmy do środka zastaliśmy skrzypiącą podłogę, smród ryb wydobywający się z lodówki i dziurawą wannę. W pokoju moim, Kariny i jeszcze dwóch dziewczyn było tylko jedno działające gniazdko. Od razu stwierdziłyśmy, że pójdziemy po rozgałęziacz.
Chwilkę po naszym rozpakowaniu zawitali do nas Adam z Patrykiem (jego kolegą z autokaru).
– Dziewczyny, pracę zaczynamy dopiero w poniedziałek, więc co powiecie, żeby się dziś zabawić? Trochę pozwiedzać, napić się... – zaproponował Adam
– Tobie to tylko piwo w głowie – stwierdziłam. – Ale w sumie, to co mamy dziś robić? Tylko się przebiorę i już wychodzimy.
Normalnie nie marnowałabym już pierwszego dnia dwóch zestawów ubrań, ale wtedy miałam na sobie to i było mi zdecydowanie za gorąco. Założyłam więc zwiewną sukienkę.
Była dopiero 13 godzina, więc cały Gdańsk smażył się na plaży. Pochodziliśmy sobie po mieście, strzeliliśmy parę fotek i zaszliśmy do trzech barów. Alkohol kupował nam Patryk, który miał już skończone 18 lat. Ja wypiłam jedno piwo z sokiem na spółę z Kariną. Po wyczerpującym spacerze, wszyscy wybraliśmy się do ośrodka, żeby się przebrać, bo ktoś wpadł na genialny pomysł pójścia do klubu. Ja osobiście nie miałam ochoty. Wolałam posiedzieć na balkonie i poczytać książkę, którą niedawno wypożyczyłam od koleżanki z klasy. 
Wybiła godzina 21, wszyscy już się zebrali, a ja jak postanowiłam, tak zrobiłam. Zostałam sama w ośrodku, oczywiście Adam proponował, żeby ze mną zostać, tak samo Karina, ale widziałam, że mają wielką ochotę się zabawić. Obiecałam im, że jak mi się zachce to, za dwie, trzy godziny do nich dołączę. Zaproponowali, że przyjdą po mnie o 23.30. Kiedy wyszli wzięłam się za czytanie powieści, lecz nie była zbytnio ciekawa. Przebrałam się i wyszłam na plażę. Usiadłam na jakimś mostku i zaczęłam rozmyślać. Przypominałam sobie imiona wszystkich nowo poznanych ludzi. Było ich dwadzieścioro, ale my podzieliliśmy się na trzy grupki. W naszej byłam ja, Karina, Adam, Patryk (z wyglądu przypominał Kamila Bednarka, tylko miał ścięte na jeża włosy), Janek (chudy rudzielec o zielonych oczach, który miał 17 lat), Marysia (niska brunetka z włosami do ramion i błękitnymi oczami; była po prostu śliczna) i Julia (chuda jak patyk krótko obcięta szatynka o piwnych oczach). Te dwie dziewczyny, co wymieniłam mieszkają ze mną i Kariną w pokoju. Obie są bardzo miłe, lecz niestety obie palą, z resztą jak każdy w tej ekipie oprócz mnie i Kariny.
Siedziałam tak przez jakiś czas, kiedy nagle podbiegł do mnie mały biszkoptowy labrador. Zaczął mnie obwąchiwać i niemiłosiernie lizać. Po chwili przyuważyłam biegnącego w moją stronę przestraszonego chłopaka.
– Naprawdę cię przepraszam! – zakłopotany odparł, po czym zwrócił się do psa – Czort, mówiłem ci nie zaczepiaj pięknych kobiet!
– Kobiet? To aż tak staro wyglądam? – zażartowałam
–Nie, oczywiście, że nie. Przepraszam – widać było, że chłopak jest niezwykle wstydliwy.
– Och. No już spokojnie. – wstałam i otrzepałam się z piachu – Jestem Sara.
– Miło cię poznać, jestem Krzysiek. Jeszcze raz cię przepraszam za psa. Jest młody i pełen energii.
– Haha.No dobrze, dobrze. A skąd jesteś?
– Ja jestem ze Władysławowa, przyjechałem tu do dziewczyny, zająć się jej psem, bo trochę się rozchorowała. A ty?
– Do dziewczyny... Och. Czyli nie mam u ciebie szans – zrobiłam minę zbitego psiaka, po chwili dodałam – haha, żartuję! Przyjechałam z moją przyjaciółką i chłopakiem tutaj do pracy, chcemy wspólnie spędzić wakacje, podsumowując tym samym nasz ostatni rok szkolny. Bo wiesz... teraz idę do liceum...
– Ooo. Też teraz idę do liceum – uśmiechnął się.
Spojrzałam na zegarek, wybiła godzina 23.
– Cóż, naprawdę cię przepraszam, ale muszę się zbierać.
– Ech no trudno. Może kiedyś znowu uda nam się przypadkowo spotkać...
– Po co przypadkowo? Spotkajmy się tutaj jutro o 9 rano, co ty na to? Chyba, że nie wstaniesz... Haha – zaśmiałam się.
– Wstanę, wstanę. Śpiochem nie jestem – uśmiechnął się. – To do jutra!
– Pa! – pomachałam ręką i poszłam w swoją stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz