– Ale o co ci chodzi? – wymamrotałam, wciskając twarz w poduszkę
– O Denisa mi chodzi. O Adama mi chodzi! Wiesz, że jak on się o tym dowie, to się załamie. Rozumiesz, jakie mu świństwo zrobiłaś?!
– Wiedzieć, to się nie dowie. A ja jakie świństwo mu zrobiłam? Przecież nie jesteśmy razem.
– Ty to wiesz i ja to wiem, ale on chyba nie jest tego świadomy...
– Jego problem.
Nie wiem, co się ze mną stało. W tej chwili miałam w nosie, co czuje Adam i myślałam tylko o tym, jak wspaniale bawiłam się z Denisem.
– Oddaj mi tę kołdrę, do cholery! – wyciągnęłam się w kierunku Kariny, a kiedy odzyskałam swoją rzecz dodałam – Po co ty mnie właściwie budzisz?
– Śniadanie! – krzyknęła
– Boże, ciszej... Idź sama. Nie jestem głodna.
Jak ją poprosiłam, tak też zrobiła. Olała mnie i sobie poszła. A ja kontynuowałam swoją drzemkę.
Po jakimś czasie obudziło mnie nawoływanie opiekuna. “Kto idzie z grupą na plażę, za 10 minut przy recepcji!” Olałam tę informację. Wstałam i umyłam zęby. Zajrzałam do szafy, wzięłam sobie ubranie i pościeliłam łóżko. Byłam przekonana, że Karina poszła na plażę. Wybrałam się do pokoju Krzyśka z nadzieją, że go tam zastanę. Jednak posmutniałam, bo mojego kolegi nie było. Wróciłam zatem do pokoju i usiadłam na balkonie. Chwilę pomyślałam, kiedy przylukałam ramę papierosów. LD PINK. Kiedyś mnie uczyli, jak się pali, ale śmiałam im się w twarz. Wzięłam zapalniczkę i odpaliłam szluga. Patrzyłam się na niego, jak się żarzy. Nie miałam odruchu, żeby go wziąć do ust. Spalił się cały papieros. Trwało to ze 25 minut, ale po chwili miałam ochotę zapalić drugiego. Zauważyłam, że ten widok mnie uspokaja. Trochę mi się nudziło, a do obiadu miałam jeszcze 3 godziny, więc zostawiłam klucze do pokoju w recepcji i wyszłam na miasto. Udałam się do fontanny, którą minionego wieczoru mijaliśmy z Denisem. Usiadłam i zaczęłam oglądać ludzi krzątających się po deptaku. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk przychodzącego smsa. “Czemu nie na plaży? :)” od nieznanego numeru. Odpisałam: “A tak jakoś. A kto pyta?”. Poczekałam chwilę i dostałam wiadomość: “K”. Wydawało mi się, że Karina pisze do mnie z czyjegoś telefonu, bo kasy na koncie nie ma. Napisałam więc: “Chodź do fontanny. Czekam :)”.
Posiedziałam tak z 15 minut i poczułam dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się, a to był Krzysiek.
– K?... Skąd masz mój numer – zdziwiłam się.
– Od Kariny. Wczoraj, jak byłaś zajęta Denisem poprosiłem ją, by mi dała twój numer – odparł, siadając obok mnie.
– No tak, to było nie fair, że ja mam twój numer, a ty mojego nie.
– Wiem, że nie miałaś mojego numeru – przyznał.
– Niby skąd?
– W dodatku, wiem, jakim trafem pojechałyście do Bułgarii.
– Ale z tej Kariny klepa – oburzyłam się.
– O czym mieliśmy rozmawiać, jak nie o tobie? Nie mam z nią wspólnych tematów.
– A ze mną masz?
– Nie wiem tego, musiałbym cię lepiej poznać.
– To poznajmy się – uśmiechęłam się.
____________________________________________________________
Sorki, że taki krótki. Nie miałam zbytnio czasu na pisanie. :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz