wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 1

Zaproponował mi to w końcu. Powiedział, żebyśmy spędzili wspólnie wakacje, które zaczynają się już za tydzień. Mamy jechać do Gdańska, w ciągu dnia pracować, a wieczorami chodzić na imprezy. Tylko boję się, że rodzice mi nie pozwolą. Eee tam! Na pewno się zgodzą.
Przytuliłam Adama na pożegnanie i powędrowałam w stronę swojego domu.
Od progu już było słychać wrzaski. Mama z tatą znów się kłócili. Wolałam teraz nie roztrząsać tematu wyjazdu. Po cichu wbiegłam na górę, do swojego pokoju. Rozłożyłam się na wielkim, dwuosobowym łóżku i zaczęłam sobie wyobrażać te trzy tygodnie w Gdańsku. Przez takie długie rozmyślanie z zamkniętymi oczami zrobiłam się strasznie śpiąca, aż w końcu odwiedziłam krainę snu. Nic mi się nie śniło, bynajmniej tego nie pamiętam. Gdy słońce już zachodziło, obudziłam się. Zmyłam makijaż, założyłam dres i zeszłam na dół. Po wcześniejszych sporach rodziców nie było śladu. Tata czytał gazetę przy stole, a mama pichciła coś na kolację. Grzecznie dosiadłam się do taty i zaczęłam temat.
- Nooo... Wiec jest taka sprawa - przeciągałam, gdyż zabójczo się bałam odmowy. - Jak już wiecie, w piątek kończy się rok szkolny i pomyślałam, że nie chcę tracić cennego wolnego czasu i pojadę do Gdańska, żeby zarobić trochę pieniędzy...
Ojciec odłożył gazetę i przeszył mnie swoim srogim spojrzeniem.
- Na ile? - burknął
- Na 3 tygodnie - odpowiedziałam, trzęsąc się jak galareta.
- I jak ty byś tam zarabiała? - wypytywał
- Szukają dziewczyn do robienia tatuaży z henny.
- Przecież ty nie umiesz malować.
- Nie muszę, wystarczy, żebym umiała kalkować - broniłam się.
- Wolałbym, gdybyś nie jechała - zgasił mnie.
- Dlaczego? Niedawno sam mówiłeś, że jak chcę skuter, to muszę sobie na niego zarobić, a teraz zabierasz mi szansę na spełnienie mojego marzenia?! - wybuchnęłam
- Zrozum, że boimy się Ciebie puścić tak daleko na tak długi czas, jeszcze w dodatku samą...
- Nie samą! Z Kariną - skłamałam. Nie mogłam się przyznać, że wyjeżdżam z Adamem, bo wtedy to na pewno by mi nie pozwolili jechać. Lubią go, ale twierdzą, że jeszcze jestem za młoda na chłopaka.
- Kariny tata się zgodził? - gdy usłyszałam te pytanie odnowiła się we mnie nutka nadziei
- Tak, był bardzo dumny, że jego córka chce być samodzielna - ciągnęłam.
- W takim razie... - już miałam ochotę skakać z radości - zadzwonię do taty Kariny i pogadam z nim o tym wyjeździe - ale po tym zdaniu, chciałam zapaść się pod ziemię.
- Emm, no dobrze, dobrze. To za dwa dni dam ci numer do taty Kariny, bo teraz jest bardzo zajęty. Wiesz... praca, dom, ciąża Moniki. Więc we wtorek dam ci jego numer - powiedziałam i zniknęłam za drzwiami.
Zrezygnowana poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Nie widziałam wyjścia z tej sytuacji. Poleżałam tak z godzinę, a potem zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz