Kiedy doszłam do ośrodka, Adam z Kariną już na mnie czekali. Oboje nieźle pijani. Chcieli mnie zabrać ze sobą do klubu, lecz, kiedy widziałam w jakim stanie jest mój chłopak, to się przeraziłam. Ledwo stał na nogach. Wieszał się na mnie. Stwierdziłam, że nigdzie nie idę i oni też. Wkurzyli się, ale postawiłam na swoim. Adam powiedział, że nie ma klucza od swojego pokoju. Zaproponowałam mu, żeby spał ze mną. Karina szybko się umyła i momentalnie zasnęła. Adam zdjął ubranie, został w samych bokserkach i położył się na moim łóżku, a ja obok niego. Zaczął mnie obmacywać, lecz powiedziałam mu, że nic z tego. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, że chcę stracić dziewictwo, kiedy naprawdę będę na to gotowa, kiedy podświadomość powie mi “zrób to”. Adam przestał mnie obłapiać i zasnął. Nastawiłam sobie budzik na 8.00 i odwiedziłam krainę snu.
Rano zaczął dzwonić mój budzik. Szybko go wyłączyłam. Chciałam już wstać, lecz mój chłopak mi w tym przeszkadzał. Trzymał swoją rękę na mojej talii, uniemożliwiając mi tym samym zejście z łóżka. Poleżałam tak chwilę. W końcu udało mi się uwolnić z objęć Adama. Niestety była już 8.45. Na plaże szybkim krokiem szło się 30 minut, a na mostek tam, gdzie miałam się spotkać z Krzyśkiem prawie godzinę. Szybko umyłam twarz, zarzuciłam ubranie i prawie wybiegłam z pokoju. Szłam najszybciej, jak mogłam. Ale i tak nie zdążyłam. Gdy doszłam była już 10.00 i po Krzyśku nie było śladu. Zaczęłam pluć sobie w twarz. “Jak on się musiał poczuć?!” zastanawiałam się. Podeszłam na sam koniec mostku, usiadłam i zaczęłam wpatrywać się w horyzont. Nie wiem czemu, po chwili położyłam się na brzuchu. Ręka zwisała mi ku morzu. Nagle zahaczyłam o szklaną butelkę. Wzięłam ją. W niej znajdował się liścik. Rozbiłam butelkę i wyjęłam kartkę.
“Sara. Nie mogłem długo czekać, ale jestem pewien, że mnie nie wystawisz i przyjdziesz tu. Wyglądasz na sympatyczną osobę. Jeśli chcesz się jeszcze ze mną zobaczyć, to przyjdź w to miejsce dokładnie o 18. Liczę, że tym razem będziesz punktualna. Do zobaczenia. Krzysiek”
Ucieszyłam się. Bałam się, że się obraził na mnie i więcej go nie spotkam. Wydawał się miłym chłopakiem, dlatego chciałam go jeszcze zobaczyć. W dodatku tym liścikiem jeszcze bardziej mi zaimponował. Oczywiście nie patrzę na niego, jak na materiał na chłopaka, przecież mam swojego Adama. Lecz chcę utrzymywać z nim kontakt. Jest to osoba, którą chcę lepiej poznać.
Po jakimś czasie wróciłam do ośrodka, po drodze kupiłam bułki i jajka. Tamci jeszcze spali. Szybko zrobiłam śniadanie. Jedyne, co potrafiłam upichcić to jajecznica. Obudziłam skacowanych śpiochów i zawołałam na śniadanie. Zlecieli się, jak muchy. Adam, Karina, Marysia, Janek, Julia i Patryk. Patrzyłam na nich pijąc herbatę. Po chwili poszłam do pokoju trochę ogarnąć. Ubrania walały się wszędzie. Ładnie je złożyłam i położyłam na fotel. Otworzyłam drzwi od balkonu i pościeliłam swoje łóżko. Przecież nie będę za nich wszystkiego robić. Szybko się przebrałam, a także nałożyłam lekki makijaż, po czym wróciłam do kuchni i spytałam głodomorów, co dziś robimy.
– Ja stawiam na leżenie i odpoczywanie – zasugerował Patryk.
– Ja to bym się gdzieś przeszła – powiedziała Marysia.
– Tobie jeszcze nie jest dość? – zdziwił się Adam
– Cóż... Ja akurat wypiłam niewiele. Nie chciałam się upić, tak jak niektórzy – spojrzała z ironią na Adama.
– Przynajmniej on nie rzygał – odparła Julia.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią przerażeni.
– Ktoś tu ma słabą głowę... – burknął Janek
– Oj dobraaa... – machnęła ręką Julia
– To jak? Idziemy gdzieś? – pociągnęła temat Marysia
– Ja mogę iść – powiedziałam.
– Wiecie co, to może zróbmy tak... Ten, kto chce gdzieś iść, ten idzie, a kto chce zostać, zostaje i zajmuje się sobą – zaproponowała Karina.
– Ok. To kto ze mną idzie? - zapytała Marysia
Wspólnie ustaliliśmy, że wychodzimy na miasto. Ja, Marysia, Karina i Janek. Reszta zostaje i robi, co chce. Wszyscy skończyli jeść. Poprosiłam, żeby ktoś pozmywał. Zobaczymy, kto to zrobi... Dziewczyny i Janek poszli się ubrać, a ja poczekałam na nich na balkonie, rozmawiając z Kariną o chłopaku, którego wczoraj spotkałam.
Kiedy wszyscy już byli gotowi do wyjścia, ruszyliśmy w drogę. Poszliśmy do różnych miejsc. Na koniec wybraliśmy się na karaoke. Namówili mnie, żebym coś zaśpiewała. Wybrałam to.
Dostałam ogromne brawa. Zakręciła mi się łezka w oku. Spojrzałam na zegarek i się zlękłam. Była 17.20. Gdybym teraz poszła, to bym zdążyła. Poprosiłam Karinę, żeby poszła ze mną, wyjaśniając Marysi i Jankowi, że chcemy pogadać i strasznie ich przepraszamy, że muszą sami wracać. Jakoś się tym nie przejęli. Powędrowałyśmy szybkim krokiem w stronę mostku. Kiedy doszłyśmy była 17.57. Udało nam się nie spóźnić.
– Może wolisz, żebym zostawiła was samych? – Karina zaszokowała nie tym pytaniem
- Po co? – spytałam
– Byłaś tak napalona, że wydaje mi się, że nie chodzi tylko o niewinne koleżeńskie spotkanie.
– To źle ci się wydaje – oburzyłam się
Równo o 18 zobaczyłam idącego w naszą stronę Krzyśka. Zapoznałam go z Kariną i pech chciał, że akurat zadzwonił do niej Adam, bo ja jak zwykle nie wzięłam komórki.
– Adam chce cię gdzieś zabrać – oznajmiła. – Prosi, żebyśmy już przyszły.
–Ale... – zacięłam się
– Spokojnie. Idź! Skoro chłopak czeka – powiedział cicho Krzysiek.
– Ale... Ale chcę się z tobą lepiej poznać – burknęłam, a w tym czasie Karina od nas odeszła.
– Nie stawiaj mnie przed swojego chłopaka. Jego kochasz, mnie nawet nie znasz.
– Właśnie dlatego, chcę cię poznać.
– To może tak... Dam ci swój numer, a ty się odezwiesz w wolnej chwili?
– Jestem całkowicie za – uśmiechnęłam się.
Wręczył mi karteczkę ze swoim numerem, po czym poszedł w swoją stronę. Wróciłam do Kariny i razem ruszyłyśmy w kierunku ośrodka.
Gdy doszłyśmy zobaczyłam czekającego na mnie na tarasie Adama.
– Gotowa? – spytał
– Na co? – zdziwiłam się
– Na niespodziankę.
– Znowu? Zawsze robisz mi niespodzianki. Nie możesz choć raz powiedzieć, co zaplanowałeś?
– Nie. Powiem tylko tyle, żebyś wzięła ze sobą kostium.
Opadła mi szczęka. Poszłam do pokoju, założyłam to, a do torby włożyłam kostium. Wzięłam mojego skarba pod ramię i zaczęliśmy iść w kierunku, który wyznaczył Adam.
Doszliśmy na dziką plażę, godzina była 20, żywej duszy wokół nas nie widzieliśmy. Usiedliśmy na rozłożonym już kocu, na którym leżały różne przekąski, a obok paliło się ognisko. Zaczęliśmy wcinać. Pyszne truskawki z bitą śmietaną rozpływały mi się w ustach. Przytuliłam mojego misia i czule go pocałowałam. Adam zamienił delikatny pocałunek w bardziej namiętny. Zaczął wkładać mi ręce pod bluzkę, a ja o dziwo się nie opierałam. Położyliśmy się. Nim się obejrzałam oboje byliśmy bez części górnej ubioru. Czułam się jak zahipnotyzowana. Chciałam w tej chwili uprawiać z nim seks. Jednak coś mnie powstrzymało, kiedy zdjęłam już stanik. Oderwałam się od Adama i założyłam górną część bikini, a chwilę później dolną. Zaczęłam iść w stronę morza. Zdezorientowany chłopak przyglądał mi się. Odwróciłam się i zawołałam go. Szybko zdjął spodnie i ruszył w moim kierunku. Weszliśmy do wody. O dziwo była ciepła. Adam przytulił się do mnie i znowu zaczął swoje zaloty. Całował mnie, potem zdjął mi górną część od kostiumu. Zawiesiłam się na nim, jak małpa na gałęzi. Lecz, gdy zaczął mnie bardziej ściskać, powiedziałam: “Nie”. Nie posłuchał mnie i dalej mnie ściskał i bardzo namiętnie całował. Zaczęłam mu się wyrywać. Puścił mnie.
– Nie rozumiesz słowa “nie”? – oburzyłam się
– Myślałem, że tego chcesz – zasmucił się.
Wyszłam z wody zarzuciłam na siebie bluzkę i zaczęłam iść w stronę autostrady, przez którą trzeba było przejść, kiedy chciało się wyjść z dzikiej plaży do miasta. Usiadłam na asfalcie. Zaczęłam płakać. “Dlaczego to jest dla mnie takie trudne? Dzisiaj było idealnie, chciałam to zrobić, ale jednak nie mogę!” – pomyślałam.
Siedząc tak z daleka zobaczyłam grupkę chłopaków. Twardo siedziałam w swoim miejscu, gdyż wiedziałam, że mój ukochany jest gdzieś niedaleko mnie. Po jakimś czasie grupka mężczyzn doszła do mnie. Stanęli nade mną.
– O jaka piękna dziweczka... – odparł jeden z nich szyderczo się uśmiechając
– Wypraszam sobie! – oburzyłam się trzęsąc się jak galareta
– Chodź maleńka! Pójdziesz z nami!
Wyrywałam się i zaczęłam piszczeć. Już myślałam, że jestem skończona, kiedy nagle oślepiły nas światła niewielkiego samochodu. Wtedy wyrwałam się i wybiegłam na ulicę. Samochód zatrzymał się. Kierowca otworzył drzwi. Szybko weszłam i odjechaliśmy zostawiając moją torebkę ze wszystkimi rzeczami na drodze.
Spojrzałam się na kierowcę. Była to kobieta.
– Masz szczęście. Gdzie mieszkasz? – zapytała
Spojrzała na mnie i widziała, że byłam cała roztrzęsiona. Nie mogłam powiedzieć ani słowa.
– Ech... Nie bój się, nic ci nie grozi. Zabiorę cię do siebie do domu, a jutro odwiozę cię do ciebie – oznajmiła.
Kiwnęłam głową, że się zgadzam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz